Summer Dying Loud 2026 to już siedemnasta edycja festiwalu. Choć SDL zaczynał jako dość przypadkowa impreza, z rozwinęła się w kierunku kilkudniowego święta metalu. Tu znajdziecie nasz wybór wykonawców, którzy zajmują się bardzo różnymi formami, nie tylko metalowej sztuki.
Polska scena Summer Dying Loud 2026
W gąszczu zagranicznych nazw w line-upie Summer Dying Loud, w którym najgłośniej wybrzmiewają islandzkie, szwedzkie czy amerykańskie melodie, polska scena może wydawać się… mniej intrygująca. Mamy jednak nadzieję, że poniższym tekstem uratujemy choć jednego nieszczęśnika przed poczuciem winy po opuszczeniu koncertu, którego zdecydowanie nie powinien był przegapić. Zwłaszcza że rodacy w tym roku dowiozą. Przedstawiamy polskich wykonawców na SDL 2026 – z podziałem na gatunki.
Festiwal Summer Dying Loud 2026 odbędzie się w dniach 3-5 września, standardowo, na terenie MOSiR-u w Aleksandrowie Łódzkim.
Black metal
Jak wiadomo, Polska scena black metalowa od lat ma się bardzo dobrze. To najliczniejsza gatunkowa reprezentacja naszego kraju na Summer Dying Loud 2026. W jej ramach zobaczymy zarówno twórców wywodzących się z lat 90., kiedy to wyraźnie było widać płomień na północnym niebie, jak i bardziej współczesnych kontynuatorów blackmetalowych idei, interpretowanych na różne sposoby.
Zacznijmy od tych pierwszych. Za nazwą Sventevith kryje się znany… wszystkim osobom w tym kraju Nergal, wykonujący razem z islandzkim zespołem Misþyrming wczesne nagrania Behemoth. Wielu późniejszych muzyków podaje je jako swoją inspirację w późniejszej twórczości i z pewnością uchodzą one za kultowe. Setlistę poprzednich koncertów możecie sprawdzić tutaj. Drugim zespołem sięgającym daleko w przeszłość jest Thy Worshiper. Zadebiutowali albumem Popiół (Introibo ad Altare Dei) (1996, Morbid Noizz Productions), by trzydzieści lat później wydać swój szósty krążek Demony wschodu (2026, Piranha Music), pokazujący, że folk i metal mogą współgrać bez poczucia przaśności.
Ze współczesnej sceny organizatorzy wybrali cztery grupy. Königreichssaal na swoich kolejnych materiałach prezentują nieprzystępny styl, oparty na dość prymitywnym brzmieniu i odrzucających wokalach. Warto jest się jednak przez nie przegryźć, by znaleźć, choćby na świetnym Psalmen’o’delirium (2024, Godz ov War), bardzo dużo ciężkich emocji. Druga grupa to szczecińska Czernina, istniejąca od 2017 roku. Na koncie mają trzy płyty, przez które obok blacku przewijają się elementy post metalu czy hardcore’u. Czy taki zestaw otrzyma czarną polewkę od bardziej konserwatywnie nastawionych fanów gatunku – zobaczymy.
Zupełnie inne podejście do black metalu, choć również poszukujące, prezentują Drowned in Silver – personalnie powiązani z zespołami Jarun, Mord’A’Stigmata czy BaarRa. Na ich debiucie Mothers (2025, Pagan Records) słychać między innymi saksofon, co pokazuje, że nie ograniczają się wyłącznie do jednej estetyki. Podobnie niełatwy do sklasyfikowania jest Stellar Blight. Ich jednak znacznie prościej przedstawić: jeśli lubicie trzeci album Dissection, Reinkaos, to jest spora szansa, że polubicie się z ich debiutem Eventide: Synod of the Dying Stars (2025, Malignant Voices). Tutaj powraca jednak nierozwiązywalne pytanie – to melodyjny death czy black? Nie ma to jednak żadnego znaczenia. A skoro już o death metalu mowa… (K)
Death metal
Zeszła edycja SDL okazała się dość mocno ukierunkowana na deathmetalowe ujadańsko. Czy będzie tak ponownie? Choć wiele zagranicznych nazw zawiera w sobie pierwiastek tej ekstremy, polskich kapel utrzymanych w tej stylistyce jest zgoła niewiele – doliczyliśmy się ich dwóch.
Jednak spokojnie, bo są to dwa potężne kąski, z naprawdę długim stażem na metalowej scenie. Mowa oczywiście o tczewskim Azarath (powstałym w 1998 roku) i podkarpackim Neolith (działającym od 1991 roku). Oba zespoły zapowiedziały niedawno nowe materiały. Azarath swój ósmy album Scorn Eternal wypuści 20 listopada i nie ma wątpliwości, że kolejny raz nie będzie czego zbierać. Neolith natomiast swój szósty krążek Inbir wyda 12 września. W tym drugim przypadku na Summer Dying Loud będziemy mogli usłyszeć nowe utwory w ramach prapremiery płyty. (G&K)
Post metal
W tym pojemnym stylistycznie worku znaleźliśmy w składzie Summer Dying Loud trzy przykłady. Blindead 23, czyli autorzy najbardziej przeciąganej premiery w polskim metalu ostatnich lat. Warto jest jednak spojrzeć na Deuterium (2026, Mystic Production) w oderwaniu od tych wszystkich opóźnień i zmian składu. Autorzy Affliction XXIX II MXMVI przygotowali odpowiednią kontynuację wcześniejszego wcielenia zespołu, wypełnioną bardzo negatywnymi emocjami.
Atavia, czyli początkowo solowy projekt Mai Rutkowskiej – wokalistki zespołu Datûra – a obecnie trio, zagra na Summer Dying Loud swój pierwszy koncert. Jak czytamy w notce prasowej, debiutancki „album To the Old Ones (2026, wyd. własne) jest zbiorem historii o spotkaniach, podróżach i odmiennych stanach świadomości”. Muzycznie jest nieco lżej niż w Datûrze, ale także wciągająco. Grief Circle na koncie też mają jeden album, Weightless (2022, wyd. własne), ale za nimi już sporo koncertów. Jest u nich miejsce zarówno na czysty śpiew, jak i głęboki growl, które podkreślają potężne, doomowe riffy. (K)
Thrash metal
Mało jest nowych kapel, które kontynuują spuściznę technicznych thrashowych ikon, takich jak Coroner czy Voivod i zamiast grać prosto, w stylu „skór, ćwieków i piwa w ręku”, kombinują. Zamiast tego dorzucają od siebie autorskie mieszanki innych stylów, zrywają z tym wizerunkiem, a niezastąpioną dla tego gatunku satyrę – biorą nieco bardziej na poważnie. Tak właśnie robi warszawski Species, który gra techniczny, wyrwany z filmów science fiction thrash… w hawajskich koszulach.
Na scenie są już od 2018 roku, choć swój pierwszy longplay To Find Deliverance (2022, Awakening Records) kazali czekać cztery lata. Niemniej, nie wystarczyło wiele, bo wydanie drugiego albumu Changelings (2025, 20 Buck Spin), by otworzyć tegoroczną scenę Mystic Festival. Jeśli więc lubicie thrash, ale z innym podejściem, koncert Species będzie czymś dla was. (G)
Heavy metal
Polska scena Summer Dying Loud urodziła dwa heavymetalowe bliźniaki. Choć nie jednojajowe, a dwujajowe – o zupełnie różnych charakterach. Aquilla to heavymetalowy modernizm a Hydra – klasycyzm. Pierwsi przybyli z Warszawy, choć ściślej to z innej galaktyki, drudzy natomiast to zwyczajni okultyści z Pleszewa.
Z jednymi usłyszymy speed metalowe brzmienia i syntezatorowe wstawki, z drugimi oddamy się transowi przy doom metalowym ciężarze riffów. Jeden heavy metal, dwa zupełnie różne jego oblicza – wybierz swój. (G)
Deathcore
W 2023 roku podobał wam się występ Hostii? Tak? W takim razie musicie się wybrać na Frontside, który z Hostią ma wspólne… posty na Instagramie. No, może trochę więcej (o tym przeczytacie tutaj), ale także mają podobną smykałkę do ironizowania z chrześcijańskich symboli. Frontside natomiast, w opozycji do grindcorowej Hostii, wybrał metalcore’ową drogę biblijnych prowokacji.
Bluźnią już długo – aż od momentu, gdy zaczęli łączyć metal z hardcore’em, co przynajmniej w tamtym czasie wielu osobom w metalowych kręgach wydawało się niestosowne. Później robili to już z pełną premedytacją. Od kultowej EP-ki Początek ery nienawiści (2000, Pasażer Zine & Records), przez nagrodzony Fryderykiem album I odpuść nam nasze winy (2002, Mystic Production), po najnowszy, tegoroczny Nemesis (2026, Mystic Production). (G)
Post hardcore
Czy pod tym gatunkiem kryje się kolejny projekt Wojciecha Kałuży? A jakże! Czy to ten, którego linią narracyjną w tekstach są sprawy morderstw i zaginięć? Nie. Czy to ten, który lubi się z horrorami klasy B? No coś ty, przecież Mentor to thrash… Czyli to ten nowy, taki trochę melancholijny? Trafiłxś? Dokładnie – to właśnie Pure Bedlam.
Jeśli odgadliście i znacie któryś z wcześniej wymienionych projektów Wojtka, koniecznie musicie wybrać się na koncert Pure Bedlam, by doświadczyć kolejnego… a tak naprawdę czegoś zgoła odmiennego. Grupa to nie tylko mieszanka gatunków ze sceny akustycznego smutku – alternatywy, grunge’u, post hardcore’u, post rocka i metalu – ale przede wszystkim całkowicie nowa twarz wokalisty. Jej pełnię można usłyszeć zwłaszcza na najnowszym albumie Jubilance (2026, Interstellar Smoke Records). Na przestrzeni płyty śpiew precyzyjnie balansuje pomiędzy dobrze już zasymilowanym growlem a melodyjnym, momentami wręcz popowym głosem. Pure Bedlam to więc nie tylko alternatywny projekt, ale kolejna odsłona muzycznych poszukiwań wokalisty zespołu – dlatego tym bardziej warta sprawdzenia na żywo. (G)
Metal gotycki
Czy taka kapela z pogranicza metalu gotyckiego nie powinna zagrać, no nie wiem, na takim Castle Party? A, zagrała, i właśnie teraz da swój drugi koncert w karierze. Czy wspomniałam, że to debiutanci, którzy swój pierwszy album wydali jeszcze w maju tego roku? I to nie wszystko, bo jeszcze w grudniu ruszą w trasę ze wspomnianym wyżej Mentorem! Co tu dużo mówić – dobry start ma ten Wolfpack Heading Nowhere.
No dobrze, istnieje małe prawdopodobieństwo, że ten dobry start wynika z nie tak do końca debiutanckiego obycia ze sceną. WHN tworzą utalentowani muzycy, znani wcześniej m.in. z Owls Woods Graves, Shodan czy Stellar Blight (patrz wyżej: black metal), którzy odłożyli swój najbardziej hardcorowy pierwiastek na rzecz… romantycznego grania. I wychodzi im to znakomicie. Są taneczne bangery, jest balladowy, ujmujący wokal, a w tym wszystkim – świetna technika. Mimo że są na starcie, to w jednym szeregu z Tiamat i Type O Negative wcale by na takich nie wyglądali. (G)
Jazz
Tak, jazz. Choć co prawda nie ten dostojny, w krawacie, a chaotyczny, w dziurawym T-shircie i zmiętolonej marynarce. Właśnie taką trójwymiarową metaforą można opisać jazzowanie katowickiego Ciśnienia, które z elegancją wziętą z filharmonii ma niewiele wspólnego. Jak trafnie scharakteryzowali swój styl muzyczny w tytule czwartego longplaya – Ciśnienie to nic innego jak (angry noises) (2025, wyd. własne). Choć co właściwie się na nie składa?
Z pewnością w ich twórczości jest dużo… wszystkiego. Znajdziemy tu odłamy post rocka połączone z ambientem, a także eksperymentalny jazz, w którym główną osią są autorskie improwizacje. W tej plątaninie brzmień Ciśnienie potrafi niejednokrotnie przytłoczyć, zaszokować, sparaliżować, przez co – nie jest dla każdego. To muzyka dla tych, którzy potrafią wysiedzieć w dyskomforcie, a w chaosie odnaleźć spokój. (G)
