Summer Dying Loud 2026: 12 wykonawców, których warto zobaczyć
Summer Dying Loud 2026 to już siedemnasta edycja festiwalu. Choć SDL zaczynał jako dość przypadkowa impreza dla mieszkańców miasta, z czasem rozwinęła się w kierunku kilkudniowego święta metalu. I choć to właśnie wokół niego każdorazowo zbudowany jest lineup, nie wszyscy artyści są w nim zanurzeni. Zapraszamy do sprawdzenia naszego subiektywnego wyboru wykonawców, którzy zajmują się bardzo różnymi formami, nie tylko metalowej sztuki.
Festiwal Summer Dying Loud 2026 odbędzie się w dniach 3-5 września, standardowo, na terenie MOSiR-u w Aleksandrowie Łódzkim.
Czwartek
Lucifer
Czego można spodziewać się po zespole, który przybrał nazwę od upadłego anioła z piekielnych czeluści? Pewnie myślicie, że bezbożnego death metalu? Otóż nie mogliście bardziej się pomylić. Lucifer to soczysty heavy metal z wyraźnym satanistyczno-okultystycznym zacięciem. W dodatku przesączony retro brzmieniem, z tych najlepszych, lat 70.
W porządku, przyznaję się – wprowadzenie jest lekko naciągane. Kapela nie jest przecież nowością na polskiej scenie koncertowej. Wręcz przeciwnie – w ostatnich latach powiedzielibyśmy, że stała się na niej dość rozpoznawalna. Formacja pojawiła się zarówno na scenie Mystic Festival (czerwiec 2023), jak i dała trzy krajowe koncerty w ramach trasy Satanic Panic Tour (listopad 2024). Od tego czasu jednak trochę się zmieniło… I niestety nie chodzi tutaj o wypuszczenie nowego albumu – co do tej pory się nie wydarzyło.
Z 2025 rokiem w Lucifer nastąpiło przeobrażenie składu. Wpływ na to miał rozwód głównego duetu Anderssonów – Nicka (perkusisty; znany również z The Hellacopters) i Johanny (głównej wokalistki Lucifer). Johanna (już pod naziwskiem Platow) została w zespole, który koncertuje w składzie: Claudia G. Díaz (bas), Kevin Kuhn (perkusja), Coralie Baier (gitara), Rosalie Cunningham (gitara). Tegoroczny Summer Dying Loud będzie więc pierwszą okazją, by przekonać się, czy personalna rewolucja wpłynęła na znakomicie oceniane koncerty Lucifer, czy też zespół nadal pozostaje w równie doskonałej formie scenicznej. (G)
Cult of Fire
W 2025 roku mieliśmy Cult of Luna, a w 2026 przyjdzie czas na Cult of Fire. Na podobieństwie nazw kończą się jednak wszelkie analogie. Wraz z CoF będziemy kultywować epicki, atmosferyczny black metal podszyty mrokiem oraz aurą uformowaną z hinduskich i buddyjskich wierzeń.
Choć nie jest to indyjski, a czeski projekt, nie można mu zarzucić nieznajomości religijnych obrządków, czy symboli Południowej Azji i regionu Himalajów. Od 2010 roku odgrywają na scenie pełen przepychu ezoteryczny seans. Monumentalna scenografia składa się z bogato udekorowanego ołtarza, zapalonych kadzideł i świec oraz płacht z tantrycznymi ornamentami. Największą uwagę przykuwają jednak przebrania muzyków, stylizowane na tybetańskie stroje rytualne oraz maski, inspirowane ikonografią hinduizmu i buddyzmu, w tym przypominające Mahakalę – jedno z najważniejszych bóstw buddyzmu tybetańskiego.
Wartości całemu pokazu dodaje oczywiście muzyka. Szczególne miejsce w dorobku zespołu zajmuje uznawany za najbardziej kompleksowy album w ich dyskografii: Ascetic Meditation of Death मृत्यु का तापसी अनुध्यान (2013, Iron Bonehead Productions).
Z pewnością warto zobaczyć projekt, nawet nie dla blackmetalowej eskapady podszytej orientem, a właśnie dla tego nietuzinkowego przedstawienia. (G)
Baest
Scena metalowa w Danii nie zrodziła tylu zespołów, jak można by się było tego spodziewać. Mercyful Fate, Volbeat i… długo, długo nic. Do czasu, kiedy do głosu doszło nowe pokolenie. W 2015 roku zrodziła się bestia, która z racji charakteru tworzonej przez siebie muzyki, może nie podbija wielkich scen, ale robi porządne zamieszanie w deathmetalowym świecie.
Polskiej publice dali się poznać dość wcześnie – w 2019 zagrali osiem krajowych koncertów u boku Decapitated, trzy lata później przyjechali na Mystic Festival, a następnie zagrali trzy sztuki przed Krisiun. Poza intensywnym koncertowaniem dość regularnie dowożą albumy, których na ten moment nagrali cztery. Pierwsze trzy to stara szkoła w pełnej krasie, podbita świetną przebojowością. Najnowszy, Colosal (2025, Century Media Records) wznosi tę przebojowość na pierwszy plan, a rezultat okazuje się… powiedzmy taki, że względem koncertu na Summer Dying Loud 2026 można mieć drobniutkie obawy. Jeśli jednak zagrają wcześniejsze materiały, z pewnością będzie wspaniale. (K)
Sigh
Jeśli black metal to dla ciebie konserwatywny gatunek, który powinien posiadać określone brzmienie i charakter, to Sigh zdecydowanie nie jest dla ciebie. Jeśli jednak dzięki muzyce chcesz dawać się zaskoczyć, Japończycy w tej kwestii nie mają sobie równych.
Od ponad trzydziestu pięciu lat zespół Mirai Kawashimy tworzy własne światy na blackmetalowej podstawie. Na płytach (trzynastu, jeśli liczymy jedną nagraną ponownie) dołącza do niej elementy heavy metalu, elektroniki i zapewne jeszcze wielu innych gatunków. Przepych widoczny jest też na koncertach, które na nagraniach i zdjęciach wyglądają jak bogato wystrojone świątynie. Nie możemy się doczekać, żeby zobaczyć ten spektakl na żywo. Tym bardziej że dzień po ich występie ukaże się ich kolejny premierowy album – Goh-Ka (Peaceville Records). (K)
Piątek
Blaze Bayley
Tak, to TEN zespół Blaze Bayley, gdzie śpiewa TEN Blaze Bayley – ten sam, który w latach 1994-1999 był wokalistą Iron Maiden. Dla ponad 70 procent widowni Summer Dying Loud taka rekomendacja prawdopodobnie wystarczy, by dodać jego koncert do festiwalowej rozpiski. Ale co z pozostałymi 30 procentami? Zastanówmy się.
Nie da się ukryć, że Bayley zyskał największą popularność właśnie dzięki karierze wokalnej na barkach Iron Maiden. Nic więc dziwnego, że korzystając ze sławy swojego nazwiska, stworzył kapelę… właśnie od swojego nazwiska. Jaki jednak jest projekt Blaze Bayley? Bez wątpienia może poszczycić się bogatą, heavy metalową dyskografią – obejmującą koło dwunastu longplayów, od debiutanckiego Silicon Messiah (2000, Steamhammer), po najnowszy Circle of Stone (2024, Blaze Bayley Recordings). Nie można jednak nazwać twórczości Bayleya przełomową. Stworzone przez kapelę kawałki to nic innego jak zwyczajnie dobra, poprawnie skomponowana muzyka. Dobrze więc, że podczas SDL’a usłyszymy kawałki z dwóch płyt, które Blaze nagrał podczas działalności w Iron Maiden – The X Factor (1995, EMI) i Virtual XI (1998, EMI), choć nadal nie wiemy z jakim efektem.
Czy projekt dorównuje kultowemu Iron Maiden? – Niekoniecznie. Czy warto się jednak przejść i posłuchać ich aranżacji utworów brytyjskiej legendy? – Koniecznie. (G)
Misþyrming
Jeśli istnieje płyta, będąca czystym wyznacznikiem pewnego stylu, to jest nią Algleymi (2019, Norma Evangelium Diaboli) Misþyrming. Wyznacza ona to, czym jest islandzki black metal. To przeraźliwy chłód i niezdrowe szaleństwo, ale także melodyka, która potrafi porwać, choć raczej nie do tańca. Za przyjemnością z odsłuchu podążają także potwornie negatywne emocje i to one sprawiają, że Algleymi jest jedną z najlepszych blackmetalowych płyt w XXI wieku.
Poza swoim własnym koncertem zagrają także u boku Nergala, odgrywając wczesne utwory Behemoth pod nazwą Sventevith. Surowy i dziki charakter muzyki Islandczyków na pewno łączy się z wczesnymi dokonaniami pomorskiego zespołu, ale to z autorskim materiałem powinni zrobić zdecydowanie większe wrażenie. Poza wspomnianą wyżej płytą na koncie mają jeszcze dwie – Söngvar elds og óreiðu (2015, Terratur Possessions) i Með hamri (2022, Norma Evangelium Diaboli). Oba świetne, oba podchodzące do ekstremalnej muzyki z innej strony. (K)
Königreichssaal
Kiedy debiutowali w 2020 roku, informacje o ich świetnym albumie Witnessing the Dearth (Cult of Parthenope) do polskich entuzjastów black metalu docierały dopiero z prasy, już trochę po premierze. Chwilę zajęło im dotarcie do świadomości słuchaczy, ale zrobili to dzięki kolejnym materiałom, rozpowszechnianym już przez polskiego wydawcę, a w następnej kolejności koncerty.
Od czasu EP-ki Loewen (Podróż przez dziesiąty krąg piekła) (2022, wyd. własne) silny akcent kładą na swoje pochodzenie z Lewina Brzeskiego. To też moment, kiedy ich muzyka odeszła od dość standardowego dla współczesnego black metalu brzmienia, na rzecz minimalistycznych i odrzucających elementów. Ten kierunek pokazują album Psalmen’o’delirium (2024, Godz ov War Productions) oraz EP-ka Loewen II (2025, Godz ov War Productions). Wyeksponowany wokal, schizofreniczna atmosfera stworzona dzięki nieprzyjemnym melodiom oraz prostym bębnom – Königreichssaal to odrębny i bardzo interesujący byt na polskiej scenie. (K)
Vanishing Kids
Na Summer Dying Loud często pojawiają się nieoczywiste nazwy, dla których będzie to pierwsza wizyta w Polsce. Tak właśnie stanie się w przypadku koncertu Vanishing Kids. Amerykanie istnieją aż od 2000 roku, a przez pierwsze lata działalności zajmowali się łączeniem rocka psychodelicznego z gotyckim. Tych materiałów (choć nie wszystkich) posłuchać można na ich Bandcampie, nie są one dostępne chociażby na Spotify. Tam znaleźć można jednak ich dwie ostatnie płyty, będące już czymś znacznie innym.
Na Heavy Dreamer (2018, wyd. własne) i Miracle of Death (2023, Aural Music) wyraźniej wybrzmiewają już post- czy doom metal. Nadal jest to muzyka pełna piosenkowych patentów, ale mistycyzm (znany z wcześniejszych płyt) zastąpiony został mrokiem. Ciężkie emocje nie są jednak na tyle przytłaczające, by odrzucić postronnego słuchacza, a raczej zaprosić go do zanurzenia się w pięknych liniach wokalnych Nikki Drohomyreky. (K)
Przeczytaj też: Esencja wędrówki. Wywiad z DOOL
Sobota
Årabrot
– Czy to metal?
– Nie.
– To co oni tutaj robią?
W ten sposób można wyobrazić sobie niejedną rozmowę pod sceną podczas koncertu Årabrot. I paradoksalnie byłby to dla Norwegów jeden z największych komplementów. No, może zaraz po stwierdzeniu, że lepszego retro noise rocka ze smykałką do rock’n’rolla Skandynawia dawno nie przywiozła.
Czy takie obruszenie rzeczywiście może się pojawić na Summer Dying Loud? Niekoniecznie. Przecież podczas ubiegłorocznej edycji dostaliśmy niemiecki Wucan, który zresztą przyjął się znakomicie i udowodnił, że festiwalowa publiczność jest otwarta także na muzykę wymykającą się metalowym schematom. Z drugiej strony, jeśli Årabrot postanowi powtórzyć swój występ z Hellfestu i na scenie pojawią się tańczące rusałki, poziom zaskoczenia wśród części polskiej widowni może być całkiem wysoki (delikatnie mówiąc).
My jednak nie mamy wątpliwości – będzie to jeden z najlepszych koncertów tej odsłony festiwalu, nawet jeśli leśne boginie nie pojawią się jako element scenicznej oprawy. W przypadku Årabrot w zupełności wystarczy atmosferyczne brzmienie najnowszego Rite of Dionysus (2025, Dalapop) połączone z szaleństwem płyty Norwegian Gothic (2021, Pelagic Records) i jesteśmy spełnieni. (G)
Rope Sect
Zespół, który nigdy nie ujawnia twarzy. Projekt, którego skład członkowski od lat pozostaje przedmiotem licznych spekulacji. Kapela, przy której fotografowie najpewniej będą musieli schować aparaty z powodu zakazu robienia zdjęć. Jedyną rzeczą, która nie pozostaje tajemnicą, jest muzyka – mroczny rock gotycki z dodatkiem post punka. Sami określają swoje brzmienie mianem rock’n’rope’. Zaintrygowani? I słusznie.
Niemiecki projekt działa na scenie od 2017 roku i w tym czasie zdążył wydać trzy albumy studyjne. Zaczynając od debiutu Personae Ingratae (2017, Iron Bonehead Productions), po znakomicie przyjętą płytę The Great Flood (2020, Iron Bonehead Productions), nagraną z gościnnym udziałem Mata McNerneya (wokalista Hexvessel i Grave Pleasures), a kończąc najnowszym albumem Estrangement (2024, Iron Bonehead Productions), który tylko umocnił ich pozycję na współczesnej scenie rocka gotyckiego.
Aquilla
Heavy metal zwykle kojarzy się z krwawymi bitwami ze świata high fantasy, roznegliżowanymi wojowniczkami na okładkach płyt i wyeksponowanymi, naoliwionymi muskułami mężczyzn pokroju Conana Barbarzyńcy. Z taką estetyką wojuje na scenie… dużo kapel w tym gatunku. Natomiast nie Aquilla. Warszawska kapela bierze heavy metal, dodaje do tego speed metal i… apokaliptyczny, zrobotyzowany świat science fiction. Co ma do zaoferowania ich intergalaktyka?
Na scenie próżno szukać futurystycznych pancerzy i cybernetycznych rekwizytów. W wizerunku scenicznym muzycy pozostają wierni klasycznej, heavymetalowej estetyce – skórzanym rurkom, ćwiekom i łańcuchom. Kosmiczny, wizjonerski charakter przemycają w samej muzyce – syntezatorowe brzmienie, efekty przypominające laserowe pociski rodem ze Star Wars, czy narracje przywodzące na myśl przemowy uzurpatorów galaktycznych imperiów. Co więcej, te motywy przewijają się konsekwentnie przez całą dyskografię zespołu – od debiutanckiej EP-ki The Day We Left Earth (2017, wyd. własne) po najnowszy krążek Sentinels of New Dawn (2025, High Roller Records). Ich koncert z pewnością będzie okazją, by usłyszeć, jak brzmi heavy metal przyszłości. (G)
Azarath
Jeśli stworzylibyśmy listę najbardziej bezkompromisowych ekstremalnych zespołów metalowych, Azarath musiałby się na niej znaleźć. Od blisko trzydziestu lat dowodzona przez Inferno grupa wypluwa z siebie brutalne, naładowane antychrześcijańską symboliką, deathmetalowe wyziewy. Na razie wypuścili ich siedem, a ósmy jest już nagrany i zmiksowany. Na Summer Dying Loud zagrają po raz drugi – podczas edycji „pandemicznej” w 2021 roku pokazali, że mimo ogromnej intensywności ich muzyki, mogą świetnie zabrzmieć na żywo. Najprawdopodobniej będzie tak i tym razem. (K)
