„Miło jest wrócić na Ziemię”. Wywiad z Ixzhilion
Bywają zespoły, które przybywają znikąd, a trafiają prosto do serca. Dokładnie tak było z Ixzhilion, którzy dotarli na Red Smoke Festival w 2023 roku. Ich energetyczny koncert w pełnym słońcu był tak bombastyczny i szalony, że nie dało się o nim zapomnieć. Powrócili dwa lata później, gdzie w pięknym Pleszewie mieliśmy okazję porozmawiać z Shanem Colferem (gitara, wokal) oraz Joachimem Jarlem (gitara, wokal). Polatali trochę w kosmicznej czasoprzestrzeni, w której umieścili swój zespół, ale zeszli także na Ziemię, do bardzo bliskich nam wszystkim tematów.
English version of the interview below.
Listen to the audio interview on our YouTube:
Każdy z was chciał zostać astronautą w dzieciństwie?
Shane: Ja zdecydowanie tak. Potem zdałem sobie jednak sprawę, że to wymaga lat treningu i mnóstwa pieniędzy, więc zamiast tego postanowiłem zostać astronautą w zespole psychodelicznym. To znacznie tańsze, choć nie zarabia się na tym fortuny.
Joachim: Ja kiedy byłem dzieckiem, chciałem być Brucem Springsteenem. Pamiętam, jak miałem 12 albo 13 lat, siedziałem w swoim pokoju, puszczałem Springsteena na cały regulator, tańczyłem przed lustrem i udawałem, że śpiewam dla 50-tysięcznego tłumu. Nie była to do końca ścieżka astronauty.
Shane: Co poszło nie tak?
Joachim: Stary, dużo poszło nie tak (śmiech). Wszystko, co mogło pójść nie tak, żebym został Brucem Springsteenem, poszło nie tak. Więc chyba byłem tak daleko od tego, jak to tylko możliwe. Ale hej, oto jesteśmy.
Opowiedzcie nam o Ixzhilion. Pochodzicie z Ziemi, ale czy kiedykolwiek podróżowaliście w nieznane?
Joachim: Pochodzimy z Ziemi, ale przez bardzo długo byliśmy w odległych miejscach. Przemierzaliśmy kosmos przez ostatnie 47 lat świetlnych, co w przeliczeniu na ludzki czas oznacza około 2,36 biliona lat. Więc w pewnym sensie pochodzimy już z innego miejsca. Jesteśmy tu już od jakiegoś czasu, po prostu gramy koncerty w trasie. Jeden koncert za drugim, przygotowujemy się, ruszamy na kolejny. Wczoraj graliśmy w galaktyce Andromedy – super fajne miejsce. A teraz jesteśmy na Red Smoke’u.
Shane: Miło jest więc wrócić na Ziemię.
Joachim: Tak, nie wracamy tu zbyt często. Potrzebny był jednak jeden telefon, żeby nas tu sprowadzić. Dobrzy ludzie, dobra zabawa (śmiech).
Czego spodziewaliście się odkryć w kosmosie? Tego, o czym mówią naukowcy, czy raczej czegoś zupełnie nieznanego?
Shane: Zdecydowanie nieznanego. Odkryliśmy mnóstwo rzeczy, których nigdy byśmy się nie spodziewali. Odwiedziliśmy wiele planet i zagraliśmy mnóstwo koncertów w bardzo różnych miejscach – spotkaliśmy rozmaite formy życia, jedne były gościnne, inne już mniej. Ale jakoś zawsze udaje nam się rozstawić sprzęt i zagrać.
Joachim: Dokładnie. Dla tych, którzy nigdy tam nie byli – kosmos cię zmienia. Ludzie są ludźmi tylko na Ziemi. Spędź sześć miesięcy albo rok w przestrzeni kosmicznej, a przestaniesz być człowiekiem. Nadal będziesz wyglądać tak samo, ale chemia twojego mózgu i wszystko, co jest w tobie, ulegnie zmianie. Tam spotyka się istoty, które mogą wyglądać mniej lub bardziej jak ludzie, albo wcale ich nie przypominać, ale są zupełnie innymi bytami – czasem lepszymi, czasem gorszymi. I jest tam tak wiele rzeczy, których po prostu nie da się opisać słowami. To jak próba wyjaśnienia psychodelicznego tripu komuś, kto nigdy go nie przeżył. Lot w kosmos jest czymś takim, tylko pomnożonym przez dwadzieścia.
Śledzicie to, co dzieje się w NASA, jeśli chodzi o badania kosmosu?
Joachim: Tak, śledzimy.
Shane: Choć zwykle jesteśmy bardzo daleko.
Joachim: Właśnie. Robimy swoje, ale zaglądamy, co się dzieje. Kiedy widzimy naukowców i astronautów NASA w ich ośrodkach, trochę przypomina to obserwowanie mrowiska – małe owady biegające we wszystkie strony. To urocze, naprawdę. Robią pewne postępy i chwała im za to, że próbują. Zobaczymy, jak daleko zajdą. A kiedy dotrą na wyższy poziom, będziemy tam, żeby ich powitać. Do tego czasu z zainteresowaniem śledzimy ich działania i zawsze chętnie sprawdzamy najnowsze informacje na stronie NASA.
Wracacie na Red Smoke Festival po dwóch latach. Jak wspominacie swój koncert w Pleszewie w 2023 roku?
Shane: Bardzo ciepło, to była niesamowita frajda. Pamiętam, że był strasznie słoneczny dzień, a w naszych skafandrach było potwornie gorąco – lał się ze mnie pot. Ale najbardziej pamiętam ludzi, byli fantastyczni. Po koncercie odbyliśmy mnóstwo świetnych rozmów. To właśnie najbardziej zapadło mi w pamięć.
Joachim: Mam podobnie. Byłem bardzo wdzięczny, że mogłem poznać tylu Polaków. Oczywiście nie da się oceniać całego narodu, ale odebrałem ich jako niezwykle życzliwych, przyjaznych, uprzejmych i skromnych ludzi. Naprawdę bardzo serdecznych. Może niektórzy byli trochę nieśmiali – pewnie martwili się, że ich angielski nie jest wystarczająco dobry, choć w rzeczywistości był. Rozmowy z nimi były ogromną przyjemnością. To jedna z najlepszych rzeczy w podróżowaniu – poznawanie nowych ludzi. Sam Red Smoke też był niesamowity. Mieszkaliśmy na ranczu z końmi, jedliśmy ogromne śniadania i spaliśmy w pięknym drewnianym domku.
Shane: Nigdy wcześniej nikt tak dobrze się nami nie zaopiekował.
Joachim: Naprawdę, nigdy wcześniej nie byliśmy tak dobrze ugoszczeni, jak na Red Smoke’u. To było absolutnie bezkonkurencyjne.
Ixzhilion na RED SMOKE FESTIVAL 2023 [FOT. GOSIA - M.CHABOWSKA FOTOGRAFIA]
Jak doszło do tego, że zagracie tutaj ponownie?
Shane: Napisaliśmy do Jędrzeja. Już po koncercie dwa lata temu wiedzieliśmy, że chcemy wrócić tutaj tak szybko, jak tylko się da.
Joachim: Właściwie napisaliśmy do niego już w zeszłym roku: Hej, możemy wrócić i zagrać w 2024?. Odpisał nam, żebyśmy wrzucili na luz, Hej, przecież dopiero co tu graliście! (śmiech). Nie pamiętam, czy napisaliśmy do niego ponownie tej zimy, czy może to on odezwał się do nas…
Shane: Jestem prawie pewien, że znowu napisaliśmy pierwsi… (śmiech).
Joachim: Niewiele osób nas zaprasza. Zazwyczaj sami pukamy do drzwi i pytamy, czy ktoś chciałby nas zaprosić. Dlatego jesteśmy ogromnie wdzięczni i bardzo szczęśliwi, że mogliśmy wrócić na Red Smoke. Szczerze mówiąc, to najfajniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek graliśmy – przynajmniej dla mnie.
Shane: A tym razem dostaliśmy jeszcze świetną godzinę – gramy o 23:00. Nie mogę się doczekać.
Można znaleźć informacje, że stacjonujecie w Berlinie, ale w teledysku do utworu Expedition Ixzhilion na waszych skafandrach widać naszywki różnych państw. We vlogu z Irlandii mówicie po angielsku. Skąd właściwie pochodzicie?
Joachim: Ja jestem z Danii, ale od dziesięciu lat mieszkam w Berlinie.
Shane: A cała reszta – ja, Joey na perkusji i Steve na basie – pochodzi z Irlandii. My też mieszkamy w Berlinie od kilku lat. Co zabawne, wszyscy znamy się jeszcze od dwunastego roku życia.
Joachim: Shane’a znam od pięciu lat, Joeya od około trzech i pół, a Steve’a od siedmiu albo ośmiu. Steve przeprowadził się pierwszy, potem jego znajomi stopniowo dołączali, a ja poznałem ich właśnie przez niego.
Shane: A później wciągnęliśmy ich do zespołu.
Czy czujecie muzyczną więź z krautrockiem?
Joachim: Zdecydowanie. Jestem wielkim fanem King Gizzard & the Lizard Wizard – od dziesięciu lat to mój ulubiony zespół. Trudno wybrać jeden, ale gdyby ktoś przystawił mi pistolet do głowy i zapytał: Jaki jest twój ulubiony zespół?, odpowiedziałbym, że właśnie ten. Oczywiście słucham też Can, Neu!, Kraftwerk czy Slift.
Shane: Ja też. Myślę, że w naszej muzyce słychać delikatne wpływy tego nurtu.
Joachim: Może odrobinę King Gizzard, ale bez przesady (śmiech).
Czy krautrock wciąż ma w Niemczech duże znaczenie, czy jest już raczej postrzegany jako zjawisko historyczne?
Joachim: Dobre pytanie. Istnieje niewielka scena krautrockowa, ale nie powiedziałbym, że funkcjonuje ona głównie jako historyczne zjawisko. Gdybyś zapytał grupę dziewiętnastolatków w Niemczech, myślę, że niewielu z nich powiedziałoby, że tego słucha.
Shane: A jeśli pójdziesz do klubu, gdzie gra dużo lokalnych zespołów z Berlina, też raczej nie usłyszysz tam krautrocka.
Joachim: Właśnie. Częściej usłyszysz indie, psych rock, stoner, sludge, doom czy punk. W obrębie muzyki rockowej krautrock to dziś raczej niewielka nisza, ale nadal istnieje. Ludzie od razu go rozpoznają. Przez długi czas określano nas jako zespół krautrockowy. Więc tak – ten nurt wciąż żyje, tylko na mniejszą skalę.
Jak odkryliście ten gatunek i co sprawiło, że zaczęliście go grać?
Shane: Wiele lat temu zobaczyłem Damo Suzukiego w Dublinie, kiedy pracowałem w barze. Wcześniej nigdy nie słyszałem o Can ani o krautrocku, ale ten koncert kompletnie mnie zachwycił. Potem zacząłem zagłębiać się w ten świat. Nigdy świadomie nie postanowiłem grać krautrocka, ale ta muzyka została mi w głowie. Kiedy improwizujemy, naturalnie wpadam w krautrockowe rytmy.
Joachim: U mnie wszystko zaczęło się od pierwszego koncertu King Gizzard na festiwalu Roskilde w 2015 roku. Miałem wtedy chyba 19 lat. Myślę, że kiedy jest się młodym, łatwiej o takie poczucie zachwytu, a z wiekiem coraz trudniej coś naprawdę robi wrażenie. Wszyscy moi znajomi pracowali wtedy na festiwalu, więc poszedłem sam. Już pierwsze sekundy ich koncertu całkowicie mnie kupiły. Mieli dwóch perkusistów i zaczęli od dwudziestominutowej wersji Head On/Pill. Wcześniej słuchałem głównie Gorillaz, Ty Segalla czy Sleep – niewiele było w tym krautrocka. Ale po tamtym koncercie wkręciłem się w King Gizzard, a dzięki nim odkryłem Can i Neu!. To był szczęśliwy przypadek – nagle otworzyła się przede mną prawdziwa kopalnia muzyki z lat 70.
Wasza muzyka ma przede wszystkim sprawiać radość. To jedyne, co chcecie przekazać słuchaczom, czy kryje się za nią coś więcej?
Shane: Na pewno myślimy o publiczności i energii koncertów, ale jednocześnie staramy się tworzyć muzykę pełną niuansów, która będzie interesująca również dla nas samych. To połączenie obu tych rzeczy.
Joachim: Tak. Jest rytmiczna, pełna energii i bardzo taneczna, więc świetnie sprawdza się na żywo. Zwłaszcza nasze nowe utwory mają więcej dynamiki, ale też bardziej mistyczny, narracyjny charakter. Dzisiejszy koncert będzie zresztą najbardziej teatralnym i dopracowanym widowiskiem, jakie do tej pory przygotowaliśmy.
Ixzhilion na RED SMOKE FESTIVAL 2025 [FOT. GOSIA - M.CHABOWSKA FOTOGRAFIA]
Beztroski klimat waszego albumu przerywa bardziej melancholijne The Final Frontier. Czy podróże kosmiczne nie zawsze są dobrą zabawą?
Shane: Dokładnie – podróżowanie przez kosmos nie zawsze jest przyjemne. The Final Frontier właśnie o tym opowiada. Mieliśmy tam swoje problemy.
Joachim: Życie na statku kosmicznym jest niebezpieczne. Każdego dnia walczymy o przetrwanie. Tam mierzymy się z rzeczami, których ludzie na Ziemi nawet nie potrafią sobie wyobrazić. To zdecydowanie nie jest wyłącznie dobra zabawa. Poza samym przetrwaniem czujemy też, że mamy misję – chcemy ratować was tutaj na dole. Z Ziemią dzieje się coś złego. Czasem ludzie, jak to ludzie, podejmują bardzo głupie decyzje, a my chcemy pchnąć świat w stronę większego pokoju. Spójrzcie choćby na Ukrainę. Polska jest znacznie bliżej tego wszystkiego niż Niemcy, a już na pewno bliżej niż Irlandia. Jak wiadomo, Polska graniczy z Białorusią, państwem zależnym od Rosji, i może stać się kolejnym miejscem, które Putin… To przerażające. Może trochę się rozpędzam, ale taka jest prawda. Dlatego chcemy nieść pokój, miłość, harmonię i wzajemne zrozumienie.
Nie trzeba jednak patrzeć na wschód, żeby zobaczyć, że coś jest nie tak. W Niemczech jest AfD, w Polsce coraz silniejsze stają się partie prawicowe. Pisząc ten utwór, chcieliście również zwrócić uwagę na te problemy?
Joachim: Staramy się zostawiać to w sferze niedopowiedzeń, nie mówić o konkretnych sprawach wprost. Nasze teksty są otwarte na interpretację. Jeden wers może znaczyć tysiąc różnych rzeczy.
Shane: Właśnie o to chodzi – żeby zostawić słuchaczom przestrzeń do własnych odczytań.
Jako słuchacze sięgacie wyłącznie po pogodną muzykę?
Shane: Niekoniecznie.
Joachim: Bardzo lubię Osees – są właściwie definicją muzyki pełnej energii i dobrej zabawy. Ich koncerty są szalone, ale jednocześnie przyjazne. To takie szczęśliwe moshpity – ludzie nie są tam agresywni. Słucham ich bardzo często.
Shane: Widziałem ich kilka tygodni temu. Byli, k*rwa, fenomenalni.
Joachim: A do wszystkich czytelników: na pewno będę na ich koncercie w Berlinie. Znajdźcie mnie w moshpicie.
Shane: Do zobaczenia w moshpicie.
Joachim: Tak, zobaczycie mnie latającego w skafandrze i crowdsurfującego (śmiech).
Wasze teledyski nawiązują do estetyki i montażu lat 80., a wy w pełni świadomie korzystacie z tej konwencji. Jak je tworzycie?
Joachim: To ja robię te teledyski. Nie jestem filmowcem, więc za każdym razem jest to wielka przygoda. Żaden z nas nie jest filmowcem – kiedy się za to zabieramy, wchodzimy na zupełnie nieznany teren. Wszystko zajmuje mnóstwo czasu, bo uczę się montażu w trakcie pracy. Dwa klipy zmontowałem ja, jeden zrobił Joey. Po prostu staram się, żeby dobrze się je oglądało. Nie inspiruję się przy tym żadnym konkretnym stylem.
Shane: A jeśli chodzi o klimat lat 80., to częściowo bierze się on z tego, że używamy starych kamer. Są tanie, a od razu nadają obrazowi świetny charakter. Wiele rzeczy robimy właśnie w ten sposób – uczymy się i improwizujemy w trakcie.
Joachim: Tak, wszystko robimy metodą DIY. Sami piszemy, nagrywamy i miksujemy większość naszej muzyki, robimy teledyski, organizujemy koncerty i projektujemy gadżety. Czasem ktoś nam trochę pomoże, ale tak naprawdę to wszystko robimy sami.
Skąd wzięliście swoje skafandry?
Joachim: To zasługa Joeya.
Shane: Pierwsze kupiliśmy w jednym ze sklepów…
Joachim: Okej, prawda jest taka, że pierwsze skafandry zamówiliśmy na Amazonie.
Shane: I były okropne. Po Red Smoke doszliśmy do wniosku, że musimy się ich pozbyć. Dlatego teraz mamy skafandry szyte na zamówienie z naszytymi własnymi emblematami. Wyglądają o wiele lepiej i są bardziej przyjazne dla środowiska.
Joachim: Teraz są naprawdę nasze – stworzone przez nas. I dzięki temu o wiele bardziej wyjątkowe.
“It’s nice to be back on Earth”. Interview with Ixzhilion
There are bands that seem to come out of nowhere and go straight to your heart. That was exactly the case with Ixzhilion, who arrived at the Red Smoke Festival in 2023. Their high-energy performance under the blazing sun was so explosive and unhinged that it was impossible to forget. They returned two years later, and in the beautiful town of Pleszew we had the opportunity to sit down with Shane Colfer (guitar, vocals) and Joachim Jarl (guitar, vocals). The conversation took us on a journey through the cosmic space-time universe in which they’ve placed their band, but it also brought us back down to Earth, touching on topics that are deeply familiar to all of us.
Did each of you want to be an astronaut as a child?
Shane: I definitely wanted to be an astronaut as a child. But then I realized it takes years of training and a lot of money, so instead I decided to become an astronaut in a psych rock band. Much cheaper, though you don’t exactly make a fortune off it.
Joachim: Yeah, I wanted to be Bruce Springsteen when I was a kid. I remember being 12 or 13, in my room, blasting Springsteen, dancing in front of the mirror, pretending to sing to a crowd of 50,000 people. Not quite the astronaut path.
Shane: What went wrong?
Joachim: Man, a lot went wrong [laughs]. Everything that could possibly go wrong in me becoming Bruce Springsteen did go wrong. So I guess I ended up about as far from that as possible. But hey, here we are.
Tell us about what Ixzhilion is. You’re from Earth, but have you ever traveled into the unknown?
Joachim: We’re from Earth, but we’ve been away a long time. We’ve been flying about for the past 47 light years, which in human time means something like 2.36 trillion years. So in a way, we come from somewhere else. We’ve been around for a while, just playing gigs on the road. One show after another, setting up, moving on to the next show. Yesterday we played in the Andromeda galaxy – a super cool place. And now we’re at Red Smoke.
Shane: So it’s nice to be back on Earth.
Joachim: Yeah, we don’t come back here too often. It took a call to get us here. But good people, good fun [laughs].
What would you expect to discover in space? The things scientists describe, or something eternally unknown?
Shane: Definitely the eternally unknown. We’ve discovered plenty of things we never expected. We’ve visited a lot of planets and shows that were very various – different life forms, some welcoming, some not so much. But somehow we always manage to set up and play.
Joachim: Exactly. For those who haven’t been out there – space changes you. Humans are only humans on Earth. Spend six months or a year in space, you would no longer be a human – you’d still look like you, but your brain chemistry, everything inside you, would be altered. Out there, you meet creatures that may look vaguely human or not at all, but they’re completely different beings – sometimes for better, sometimes for worse. And there’s so much you can’t really describe in words. It’s like trying to explain a psychedelic trip to someone who’s never taken one. Going into space is that times twenty.
Are you following what is going on with NASA actually for the facts about exploring the cosmos?
Joachim: Yeah, we follow it.
Shane: Though we’re usually quite far away.
Joachim: Right. We’re doing our own thing, but we do check in. When we see NASA scientists and astronauts in their centers, it’s a bit like looking at an ant nest – little insects running around. Cute, really. They’re making a bit of progress, and kudos to them for giving it a go. We’ll see how far they get. But we’ll be there to greet them when they reach the upper echelons. Until then, we follow it with interest and always enjoy the newest updates from NASA website.
You’re returning to the Red Smoke Festival after 2 years. How do you remember your performance in Pleszew in 2023?
Shane: Very fondly. It was unbelievably fun. I remember the day being really sunny, and our suits were unbearably hot – I was sweating a lot. But mainly, I remember the people. They were amazing. We had so many great conversations after the show. That’s what stuck with me the most.
Joachim: Same here. I was very grateful to meet so many Polish people. Of course, you can’t generalize a whole nation, but I found them exceedingly kind, friendly, graceful, and humble. Just super sweet people. Maybe some were a little bit shy – probably worried their English wasn’t good enough, though in reality it was. It was such a pleasure to talk to them. That’s one of the best things about traveling – meeting new people. And Red Smoke itself was amazing. We stayed at a horse ranch with a massive breakfast, a beautiful wooden cottage.
Shane: We’d never been taken care of so well.
Joachim: I mean, we’ve never had as good service as in Red Smoke. It was absolutely unparalleled.
And how did it happen that you’re playing here again?
Shane: We wrote to Jędrzej. After our show two years ago, we already wanted to come back as soon as possible.
Joachim: We actually wrote to him last year: “Hey, can we come back and play in 2024?”. He told us to relax, he said: “Hey, you just played here!“ [laughs]. I don’t remember if we wrote to him again this winter or if he wrote to us…
Shane: Yeah, I’m pretty sure we wrote him again… [laughs].
Joachim: Not many people invite us. Usually, we have to knock on doors ourselves, ask around if anyone wants us. So we’re extremely grateful and happy to be back here at Red Smoke. Honestly, this is the coolest place we’ve ever played – at least for me.
Shane: And we’ve got a really fun slot this time – 11 p.m. Can’t wait.
There’s information that you’re based in Berlin, but in the video for Expedition Ixzhilion, your suits show flags of various nationalities. In the vlog from Ireland, you speak English. Where are you actually from?
Joachim: I’m from Denmark, but I’ve lived in Berlin for the past 10 years.
Shane: The rest of us – me, Joey on drums, and Steve on bass – are from Ireland. We’ve also lived in Berlin for a couple of years. Funnily enough, we’ve actually all known each other since we were about 12 years old.
Joachim: Well, I’ve known Shane for five years now, Joey for about three and a half, Steve for maybe seven or eight. Steve moved over first, then his friends slowly followed, and I met them through him.
Shane: And eventually absorbed them into the band.
Do you feel musically connected to krautrock?
Joachim: Absolutely. I’m a huge fan of King Gizzard & the Lizard Wizard – they’ve been my favorite band for 10 years now. It’s hard to pick one, but if you put a gun to my head and ask “What’s your favorite band?”, I’d answer they. And of course I listen to Can, Neu, Kraftwerk, Slift too.
Shane: Same here. I think you can hear slight elements of that music in our band.
Joachim: Maybe a touch of King Gizzard, but not too much [laughs].
Does krautrock still hold significant meaning in Germany, or is it something mostly viewed historically?
Joachim: Good question. There is a small krautrock scene, but in my impression it’s not quite a historic thing. If you asked a bunch of 19-year-olds in Germany, I think not many would say they listen to it.
Shane: And if you go to a venue with a lot of local bands in Berlin, you don’t hear much krautrock.
Joachim: Exactly. You hear more indie, psych rock, stoner, sludge, doom, punk. Within the rock genre, kraut is actually quite small, but it’s still there. People recognize it immediately. We’ve been called a krautrock band for a long time. So yeah, it exists, but on a smaller scale.
How did you discover this genre, and what made you want to start playing it?
Shane: I actually saw Damo Suzuki years ago in Dublin, when I was working in a bar. I had never heard of Can or krautrock before, but the show blew me away. From there, I delved into all of it. I don’t think I ever actively pursued to play krautrock, but it stuck in my head. When we jam, I tend to fall into kraut-style beats.
Joachim: For me, it was seeing King Gizzard for the first time at Roskilde in 2015. I was probably 19 at the time. I think when you’re young, you’re more susceptible to the „wow” feeling, but the older you get, the harder it is to impress you. All my friends were working at the festival, so I had to go alone. The first seconds of their set totally sold me. They had two drummers and opened with a 20-minute jam version of Head On/Pill. Before that, I was into Gorillaz, Ty Segall, Sleep – not much krautrock. But after that show I got into King Gizzard, then discovered Can and Neu through them. Lucky accident, really – suddenly a goldmine of music from the 70s opened up for me.
Your music is made for fun. Is that the only thing you want to evoke in listeners, or is there something deeper behind it?
Shane: We definitely think about the audience and the energy of the show, but we also try to create music that has texture and keeps us interested. So it’s a bit of a combination of both.
Joachim: Yes, it’s groovy, energetic, and very danceable – so it works live. Our new songs especially have more dynamics, as well as a mystical, storytelling side. Tonight’s show will actually be the most theatrical and curated we’ve ever done.
The playful mood on the album is interrupted by the more melancholic The Final Frontier. Is space travel not necessarily all fun and games?
Shane: Exactly – space travel isn’t always fun. The Final Frontier reflects that. We’ve had our troubles out there.
Joachim: Living on a spaceship is dangerous. We’re clinging to life every day. Out there you face things people on Earth can’t even imagine. It’s definitely not just fun and games. And beyond survival, we also feel like we’re on a mission – to save you guys down here. Earth is in trouble. Sometimes humans are just humans and make very dumb decisions, and we want to push the world toward a more peaceful direction. Look at Ukraine now. Poland is closer to all of that than Germany, and way closer than Ireland. Poland, as we know, lies right on the border with Belarus, a Soviet puppet state, and it could be the next place that Putin… It’s scary. Maybe I’m ranting, but that’s the truth. That’s why we want to bring peace, love, harmony and understanding.
We don’t have to look east to see that something is wrong. In Germany, there’s the AfD, and in Poland, we also have increasingly strong right-wing parties. When writing this piece, didn’t you also want to highlight these problems?
Joachim: We try to keep things vague, not so concrete. Our lyrics are open to interpretation. A single line could mean a thousand things.
Shane: Yeah, it leaves space for interpretation.
As listeners yourselves, do you only reach for upbeat music?
Shane: Not necessarily.
Joachim: I really like the Osees – they’re pretty much the definition of upbeat and fun. Their shows are wild but friendly, almost like happy mosh pits – people are not so violent. I listen to them a lot.
Shane: I saw them a couple weeks ago. It was f*cking great, absolutely amazing.
Joachim: And to all the readers out there: I’ll definitely be at their Berlin gig. Come find me in the mosh pit.
Shane: See you in the mosh pit.
Joachim: Yeah, you’ll see me flying in my spacesuit, crowdsurfing [laughs].
Your videos reference the aesthetics and editing styles of the 1980s, and you fully embrace that convention. How do you create them?
Joachim: I make the videos. I’m not a videographer, so it’s always a big adventure. None of us are videographers, whenever we do that, we are venturing into unknown territory. It takes ages because I’m figuring it out as I go. I’ve edited two of them, Joey did another. I just try to make them fun to watch – not really pulling direct inspiration from anywhere specific.
Shane: And practically, the 80s vibe partly comes from us using old camcorders. They’re cheap, but they instantly give footage a cool atmosphere. A lot of what we do is like that – making things up as we go.
Joachim: Yeah, it’s all DIY. We write, record, and mix most of our own music, make the videos, book the gigs, design merch. We get a little help now and then, but it’s really just us.
Where did you get your suits?
Joachim: That was Joey.
Shane: The first ones were from a shop…
Joachim: Okay, truth is, the first suits were from Amazon.
Shane: And they were terrible. After Red Smoke we realized we had to ditch them. So now we’ve made custom suits with sewn-on patches. They look much better and are more sustainable.
Joachim: So now they’re truly ours – made by us. Much more special.







