Liczba relacji, która pojawiła się w trakcie i po Mystic Festival 2026, mogła przytłoczyć. Nie wiemy, czy znajdziecie w tym i następnych relacjach coś nowego, ale zapraszamy was na nasz pożegnalny spacer po Stoczni, poprzez zdjęcia Gosi i tekst Kacpra. Na początek pierwszy dzień, czyli środa.
OTWORZYĆ. GWIEZDNE. WROTA.
Mystic Festival 2026
[FOTO/RELACJA cz.II]
Dzień rozgrzewkowy na Mystic Festival sprawia, że człowiek jest już mocno zmęczony, ale prawdziwe mierzenie się z własnymi możliwościami dopiero przed nim. Otwarcie dużej sceny przyniosło nam dzień pełen thrashu, z którego oczywiście skorzystaliśmy. Nie był to jednak najważniejszy, i co istotne, najlepszy punkt czwartku. Bo ten ostatni koncert…
Przeczytaj część I relacji.
Return to Dust
O ile podczas ostatniego środowego koncertu kiepski wokal nie stanowił żadnego problemu, tak podczas pierwszego występu czwartku już przeszkadzał. Pochodzący z Los Angeles Return to Dust prezentował się na scenie z idealną nonszalancją godną grunge’owych gwiazd rocka. Mimo ogromnego zaangażowania całego składu wszystko zgadzało się także instrumentalnie, ale… wokale, które latały daleko poza właściwymi tonacjami, należałoby poprawić. I jeśli je poprawią, będziemy mieli tutaj nie tylko świetnie zapowiadających się debiutantów, ale zespół, który będzie tak dobrym rekonstruktorem dawnych czasów, jak Greta Van Fleet. Choć oczywiście w innej, przesuniętej dwadzieścia lat do przodu kategorii.
Truckfighters
Totalnie nie spodziewałem się, że Truckfigters mają w sobie jeszcze tyle werwy, by nagrać taki album jak Masterflow. Powrócili na nim do swojego charakterystycznego fuzzowego brzmienia, jednocześnie zachowując wyciszające fragmenty, które dobrze działały na poprzednich płytach. Koncert zapowiadał się więc dobrze i zdecydowanie taki był.
Jak widzicie, było skakanie i głupie miny kierowane w stronę publiki.
Były solówki grane za głową.
Było kopanie w powietrze.
Gitarzysta Niklas Källgren musiał się bawić wyśmienicie.
Setlista objęła kilka kawałków z tegorocznej płyty, które zabrzmiały tak, jak powinny, więc byłem ukontentowany. Najważniejsze Szwedzi zostawili jednak na koniec: hymn stoneru Desert Cruiser. Coś się Niklasowi zepsuło w ważnym momencie podczas tego numeru, ale technika zadziałała na tyle szybko, by wymienić gitarę na nową, a chłop bez przesadnego sprawdzania… zagrał solówkę za głową, bo czemu nie. Wspaniały koncert.
Overkill
Z Overkill jest tak, że albo kupujesz ich w całości, albo nie jesteś w stanie ich zdzierżyć. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej opcji. Nawet chwila spędzona pod sceną sprawiła mi dużo przyjemności – miło jest oglądać i słuchać chłopów, którzy mimo tak długiego stażu, na scenie wypruwają z siebie wnętrzności. Słuchanie tego karykaturalnego głosu Bobby’ego na żywo sprawia, że mordka mi się uśmiecha i mam jeszcze lepszy dzień. Nie inaczej było i tym razem, ale po kilku pierwszych numerach należało wypełnić inne ważne obowiązki.
Wrestling
Są w życiu rzeczy głupie, czasem jeszcze głupsze, ale nic nie równa się z tym, czym jest podziemny wrestling. Ring pojawił się już na zeszłej edycji Mystica, ale tym razem walk było więcej, a publika była trochę lepiej przygotowana na to, co ich czeka. A czekała rozrywka tak pięknie niedorzeczna, że aż doskonała. Gosia stwierdziła, że to wszystko jest udawane, ale to nieprawda, bo wszystko inne jest na niby, tylko wrestling jest prawdziwy! Trafiliśmy na walkę prog metalu z heavy metalem (w kolejne dni podobnych pojedynków było więcej) i wygrał oczywiście ten drugi, reprezentowany przez najsilniejszego człowieka na świecie – Biesiada. PPW – robicie to dobrze i róbcie to dalej.
Anthrax
Długo czekałem na to, by ponownie zobaczyć Anthrax. Widziałem ich przed Slayerem w 2018 i zagrali wtedy świetnie, ale stanowczo za krótko. Później odkryłem, że moją ulubioną ich płytą jest ostatnia, mimo miłości do klasyków z lat 80. W ostatnich latach zdarzało im się grać na koncertach jeden numer z For All Kings, więc bardzo liczyłem na to, że wcisną coś z niej do mysticowej setlisty.
Niestety nie wcisnęli, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo byli wyśmienitej formie. Może nie grali na sto procent swoich możliwości (wizytę w Europie zaczęli w maju, a skończą ją w lipcu, więc delikatne oszczędzanie sił było jak najbardziej uzasadnione), a mimo to wszystko się zgadzało. Były tylko stare utwory (pomijając świetny singiel zapowiadający nadchodzący album), zagrane jednak bez poczucia historycznej wycieczki w przeszłość. Nie ma wielu thrashowych zespołów, które potrafią dalej brzmieć świeżo i Anthrax do takich należy.
Cavalera
Jeśli ktoś (jak ja) miał wątpliwości co do hasła No Cavalera – No Sepultura, to po tym koncercie ich już nie miał. Widziałem Sepulturę w zeszłym roku i w zestawieniu z Cavalerami grającymi w całości Chaos A.D., zabrzmieli i wyglądali śmiesznie.
Już na wejściu zobaczyliśmy imponującą kukłę, zwisającą z dachu sceny, stylizowaną na tę z okładki odgrywanego albumu. Choć był to minimalistyczny wystrój, robił wrażenie. Pierwszy punkt na korzyść Cavalerów w tym pojedynku, a nawet jeszcze nie zaczęli koncertu.
A gdy zaczęli, wszystko wyjaśniło się już po pierwszych dźwiękach. Chwila w niepewności co do formy wokalnej Maxa i… było bardzo dobrze, choć trochę za zasłoną pogłosu. Wszystkiemu towarzyszyło świetne – potężne i mroczne – brzmienie, które podkreśliło groovujący charakter Chaos A.D. Nie grali utworów w kolejności z płyty, ale nie stanowiło to dużego problemu, ponieważ serducho włożone w sposób ich wykonania sprawiło, że nie miało to znaczenia.
Najwspanialsze rzeczy wydarzyły się jednak na końcu. Teritorry zostało zadedykowane walczącej Ukrainie i zagrane z taką mocą, że nie można było zrobić tego lepiej. Później był cover Symptom of the Universe Black Sabbath, znajdujący się na bonusowej wersji Chaos, w którym zgadzało się wszystko. I to zakończenie podkreśliło tylko, że był to wspaniały koncert i absolutnie ucięło dyskusje o tym, do kogo należy nazwa Sepultura.
Zetra
Miałem spore oczekiwania przed koncertem Zetra – przez ostatnie miesiące regularnie katowałem ich jedyną dużą płytę. Niestety, spod The Void wychodziłem ze sporym zawodem. Nie było źle, choć wysoko podkręcona głośność pozbawiła ich subtelności i piosenkowego charakteru. Nie o to jednak chodzi. Nie poznałem żadnego utworu! Skupili się głównie na wcześniejszych EP-kach, których dotychczas fanem nie zostałem. Pora nadrobić zaległości i czekać na ich powrót do Polski, bo muzyka tego duetu trafia prosto w moje czarne, w-jakimś-stopniu-gotyckie serduszko.
Megadeth
Poszedłem więc na chwilę Megadeth, które… po prostu było. Mogę sobie mówić, że Mustaine to dureń, mogę mówić, że na żywo ten zespół wypada słabo, ale słuchając Countdown to Extinction czy Holy Wars… The Punishment Due poczułem przyjemną nostalgię. Wspominałem czasy, kiedy odkrywałem cały ten metal – Megadeth był jednym z pierwszych zespołów, których dyskografię stopniowo poznawałem. Aż żałuję, że nie poszedłem na dłużej!
Blood Incantation
Koncerty zamykające dzień, odbywające się na Park Stage, zawsze były wyjątkowe. Człowiek był już bez sił po kilku godzinach biegania między scenami, ale mimo to zamykający akt nie pozwalał mu po prostu wrócić na stancję. I jeśli ktoś postanowił wyjść przed Blood Incantation, ominął go wielki koncert.
Blood Incantation widziałem w zeszłym roku w warszawskiej Progresji i zabrzmieli wtedy bardzo kiepsko, przez co wyszedłem z tego występu bardzo zawiedziony. Aż nie do wiary, jak bardzo różniły się oba te koncerty, bo ten na Mysticu był wybitny. Jakiekolwiek brzmieniowe niedoskonałości nie istniały, a wykonawczo zespół był w innym, niedostępnym dla nikogo świecie.
Amerykanie są w najważniejszym punkcie swojej kariery – nagrali Absolute Elsewhere, która z podziemnego zespołu deathmetalowego wyniosła ich bardzo wysoko ponad piwnice, w których grali niedawno. I choć sam wolę poprzedniczkę, usłyszenie w całości na żywo tego monolitu, było ogromnym doświadczeniem. Ciągle się coś działo, a każdy kolejny fragment przebijał poprzedni. Jedyne, co pozostało, to łapać się za głowę i wznosić pięści w kierunku kosmosu, z którego przybyli. Blood Incantation to wielki zespół, na który nikt z nas nie zasłużył.
Następna część relacji pojawi się wkrótce.



























