Przeciwko (prawie) wszystkim. EXODUS – GOLIATH

Opinie o nowym albumie Exodus – Goliath – są w najkorzystniejszym spojrzeniu mieszane. Pięć lat przerwy między płytami, głośne odejście Steve’a „Zetro” Souzy i powrót śpiewającego u nich wcześniej Roba Dukesa wyraźnie podniosły powszechny entuzjazm. Kiedy amerykańscy thrashowcy wydali najpierw single, a potem cały krążek, napięcie wyraźnie opadło. Czy słusznie? Choć fani zareagowali zasadnie, zdecydowanie nie docenili bardzo ciekawej płyty.

Exodus – Goliath (Napalm Records, 2026)

Żeby od razu było jasne – Goliath nie jest albumem, który można postawić na równi z największymi płytami Exodus. To płyta z mankamentami, ale także zaletami, których główni zainteresowani nie dostrzegają, tylko dlatego, że nie chcą ich dostrzegać. Goliath to płyta wyróżniająca się na tle dyskografii Amerykanów i w moim odczuciu stało się to głównym powodem jej kiepskiego przyjęcia.

Fani thrash metalu oczekują jednego: żeby ich zespół utrzymywał pewien poziom, serwował sprawdzone patenty z odpowiednią energią i generalnie – kopał tyłki. Exodus robił to z ogromną nawiązką od czasu poreaktywacyjnego albumu Tempo of the Damned z 2004 roku. Przez lata serwował płyty, już z Dukesem na wokalu, które kontynuowały wyśmienitą formę. Wypełniała je agresywna jazda bez wielu chwil wytchnienia, którą w ryzach trzymała świetna, nowoczesna produkcja. Do zespołu w pewnym momencie wrócił Zetro i nagrał z nimi dwa albumy. Drugi z nich, Persona Non Grata z 2021, to w moim odczuciu ogromny spadek formy. To płyta bardzo siłowa, na której luz, który zawsze się na Exodusach pojawiał, zdaje się wymuszony. Męcząca płyta.

Bardzo mnie cieszy, że Goliath nie kontynuuje tej ścieżki i obiera bardziej swobodną formę. Każdy kawałek jest tutaj z innej bajki, co skutkuje oczywiście mieliznami i dziwnymi decyzjami, ale jako całość albumu słucha mi się go z dużą przyjemnością, już od samego dnia premiery. Słyszę tutaj przede wszystkim zespół, któremu chce się grać muzykę i nie ogranicza się w wycieczkach poza gatunkowy kanon.

Jest tutaj trochę klasycznie exodusowej agresji jak w Hostis Humani Generis czy Beyond The Even Horizon. To pokazuje, że Goliath nie jest wyłącznie eksperymentem, ale także możliwością zaktualizowania playlisty o kilka numerów przez starszych, bardziej konserwatywnych fanów. No dobra, to na czym polegają te zmiany?

Proszę państwa, otóż odpowiedź to… rock and roll. Posłuchajcie tylko takich Promise You This i 2 Minutes Hate – te proste riffy BUJAJĄ. Albo taka druga połowa Summon Of The God Unknown – tęsknicie za Orange Goblin? Bo ja bardzo i te kolejne 3 minuty czysto śpiewającego Dukesa, lekkiego i przyjemnego rytmu oraz pojedynku na solówki, sprawiają mi dużo radochy. Thrashu tu niewiele, więc Exodus strzelił sobie w kolano, jeśli chodzi o recenzje, ale to nie szkodzi.

Jest też The Changing Me z gościnnym udziałem Petera Tägtgrena z Hypocrisy, który uderza w refrenie w hymnowo-stadionowe rejony. Bardzo silne są tutaj skojarzenia ze współczesnym wcieleniem Kreatora, ale bez wpadania w tandetę, jak to Niemcom od 25 lat zdarza się regularnie. Jako odskocznia i wyjątek na płycie ten numer wypada bardzo dobrze. Mamy też utwór tytułowy, doomowy walec, który musiał ponieść klęskę jako singiel. Ponownie – nie szkodzi, bo to potężny i kruszący mury numer. Szkoda tylko teledysku… czy możemy przypomnieć, że sztuczna inteligencja w tym kontekście to zło, które należy zaorać?

Goliath ma jedną dużą wadę. Choć to płyta, na której ego Garry’ego Holta nie jest na pierwszym planie, to czasem i ono przejmuje stery. Jego gitarowe pojedynki z Lee Altusem zdają się momentami za długie i nużące. Kumulacją jest zamykający album The Dirtiest Of The Dozen, który jest zwyczajnie głupim i niepotrzebnym zbiorem popisów. A szkoda, bo tutaj też słychać tego wspaniałego rock and rolla…

Exodus A.D. 2026 przypomina mi trochę wspomnianego wyżej Kreatora, ale z lat 90. Zamiast schlebiać thrashowemu ogółowi, zespół nagrywa coś na przekór, bardziej dla siebie. I o ile rezultat nie jest idealny w całości, tego typu ruchy zawsze będą podobać mi się częściej, niż powtarzanie utartych schematów. Dajcie Goliathowi jeszcze jedną szansę, jeśli się od niego wcześniej odbiliście.