Beton i chemikalia. Rafał Księżyk – Fala. Rok 1984 i polski postpunk

Siadam na ławce z widokiem na toruński Dwór Artusa i otwieram książkę Fala. Rok 1984 i polski postpunk. Rozpoczyna się ona od wątków związanych z klubem Od Nowa, który we wczesnych latach 80. mieścił się w budynku, na który właśnie patrzę. Zimno trochę; przełom marca i kwietnia mógłby być odrobinę cieplejszy. Lekko narzekając na zbyt lekki ubiór, spoglądam jeszcze raz na wejście: stylizowane na antyczne, z kolumnami. Nagle słyszę chlust. To gołąb nasrał mi na otwartą książkę. Pomyślałem: co mogliby zrobić jej bohaterowie w tej sytuacji?

W rzeczywistości sam nie pamiętam, w którą akurat stronę patrzyłem (wejście przysłaniał mi stragan z pamiątkami), ale to, że ptasie odchody ubrudziły mi książkę w tym miejscu, to akurat prawda. Choć cała sytuacja wynikała z głupiej performatywności, pytanie na końcu poprzedniego akapitu jest całkiem zasadne. Każdy z opisywanych w Fali bohaterów mógłby zrobić coś innego – Tomasz Adamski utwierdziłby się w przekonaniu, że świat nie jest miejscem dla niego i wróciłby do domu, a Walter Chełstowski zastanowiłby się nad zmianą podtytułu nowej edycji Jarocina na bardziej refleksyjną.

Fala. Rok 1984 i polski postpunk to druga książka Rafała Księżyka poświęcona polskiej muzyce alternatywnej, która ukazała się w ostatnich latach. Choć wyszła po Dzikiej rzeczy, porusza wydarzenia chronologicznie wcześniejsze. Jeśli czytelnik ma wybór, to od niej powinien zacząć. Dzika rzecz opisuje czasy transformacji ustrojowej, a Fala jest zanurzona w PRL-owskiej szarej rzeczywistości. Szarej, bo taką muzykę głównie tworzą jej bohaterowie, ale z nielicznymi przebłyskami kolorów.

Strzeż się tych miejsc

Polski postpunk i zimna fala wychodziły z punka i mieszały się z nim. Nowa Aleksandria Siekiery nie powstałaby, gdyby nie wczesne, stricte punkowe wcielenie tego zespołu. Księżyk słusznie poświęca temu okresowi dużo miejsca i – ponownie słusznie – zauważa rzeczy, które odróżniały ten zespół od innych podobnych, działających w tym czasie grup. Zamiast wprost buntować się wobec opresyjnego systemu politycznego, one nastawione były na artystyczny wyraz wewnętrznych odczuć. I ta kwestia spaja wszystkich przedstawionych w Fali wykonawców.

Książka to ciekawa przejażdżka po kilku polskich miastach. Autor zabiera nas do wspomnianego już Torunia, ale także do Rzeszowa, Bydgoszczy czy Puław. Przedstawia zespoły pochodzące z nich – weźmy choćby Rejestrację (bo Republika to już był mainstream!), Aurorę, 1984, Variété czy wymienioną już Siekierę. Są także osobne wątki poświęcone festiwalowi w Jarocinie czy działaniu Rozgłośni Harcerskiej. Relacje bohaterów wskazują konkretne miejsca, na przykład salę prób w Puławskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Dzięki bardzo dobrej redakcji wypowiedzi przytoczonych słów rozmówców, takie lokalizacje zdają się nabierać określonych dźwięków. Przewijają się także czytani przez bohaterów poeci i słuchana przez nich zagraniczna muzyka: Laibach, Joy Division czy Einstürzende Neubauten.

Fala. Rok 1984 i polski postpunk to książka, którą czyta się z niesamowitą lekkością. Dzieje się tak po pierwsze z powodu wyżej wskazanej redakcji, ale po drugie, i najważniejsze, kapitalnych umiejętności językowych autora. Księżyk posługuje się zdaniami wielokrotnie złożonymi, ale jednocześnie natychmiastowo zrozumiałymi. Weźmy sobie losowy przykład, akurat tutaj ze strony 186:

Wiosną 1978 roku uruchomił firmę Recommended Records, która zanim jeszcze rozbujał się postpunkowy ruch DIY, w myśl tej zasady podjęła się wydawania i dystrybucji niekomercyjnej, kreatywnej muzyki z całego świata.

To płynie. Jestem czytelnikiem, którego czas utrzymania uwagi jest krótki – długie zdania mi nie pomagają. Tutaj jednak nie miałem z tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, styl autora sprawiał, że ciężko było mi się od Fali oderwać, przez co z lekkością czytałem ją w trzęsących się autobusach czy w poczekalni do lekarza.

Nie jestem jednak przekonany do sposobu rozłożenia wszystkich historii na przestrzeni całości książki. Niejednokrotnie gubiłem się w tym, w jakim momencie w czasie się znajdujemy. Podział na rozdziały jest jasny i czytelny, ale ze względu na to, że Fala porusza kwestie różnych scen z różnych miast, jest niechronologiczny i w moim odczuciu chaotyczny w odbiorze. Zabieg ten nabiera sensu dopiero w końcówce, która zbiera w jednym miejscu dalsze losy naszych bohaterów, którzy skończyli… powiedzmy, że różnie. Choć rozumiem zamysł, wydaje mi się, że sztampowe otwarcie i zamknięcie jednego wątku w pojedynczym rozdziale zadziałałoby lepiej.

Falę zamyka dyskografia, która obejmuje kanon ważnych polskich nowofalowych albumów i składanek, ale, co najbardziej wartościowe, także lista youtube’owych kanałów, zawierających nagrania z epoki. Księżyk zachęca tutaj do własnych poszukiwań, co podtrzymuje przekonanie, że książka to dopiero zaproszenie do tego świata. A jednocześnie –wprowadzenie bardzo szczegółowe, wnikliwe i przygotowane z ogromną pieczołowitością. Wyszła z tego fantastyczna pozycja, skierowana do każdego, kogo interesuje zarówno historia, jak i muzyka.