O przyczynach początku. Radosław Anasz – Glany, irokezy i pacyfki. Historia festiwali rockowych
- 8 lutego, 2026
- Kacper Chojnowski
Pamiętacie, o czym pisaliście swoje prace licencjackie? Radosław Anasz na pewno pamięta, bo po pierwsze, pisał ją niedawno, a po drugie, została ona wydana jako książka. Glany, irokezy i pacyfki. Historia festiwali rockowych to przede wszystkim pamiątka dla osób związanych województwem kujawsko-pomorskim. I nie inaczej należy na tę książkę patrzeć.
Jeszcze zanim przejdę do recenzji książki, ważna informacja. Glany, irokezy i pacyfki opowiada wyłącznie o festiwalach w województwie kujawsko-pomorskim. Co prawda opis książki na stronie Empiku już o tym wspomina, ale ważne, by to podkreślić. Żebyście później jako osoby z drugiego końca kraju nie byli zaskoczeni, że przyszła wam pozycja o czymś innym, niż się spodziewaliście!
Pieśń przeszłości
Ograniczenie narracji do tego konkretnego regionu nie był dla mnie problemem, a wręcz powodem, dlaczego zainteresowałem się Historią festiwali rockowych. Tym bardziej, że pierwszą rockowo-metalową imprezą, na jakiej miałem okazję być w życiu, był Festiwal Mocnych Brzmień w Świeciu w 2016 roku. Właśnie wtedy tata zaciągnął mnie na koncert Illusion (który wtedy był dla mnie jeszcze za ciężką muzyką), a dodatkowo zobaczyłem koncerty takich zespołów jak… Vedonist czy Hate. W tamtym okresie może jeszcze tego nie dostrzegałem, ale coś w tej nastoletniej duszy drgnęło i pojawiłem się na kilku następnych edycjach festiwalu. Także rozumiecie, skoro książka opowiada o imprezie, która miała duży wpływ na moje zainteresowanie muzyką, to ja wjeżdżam. A już w ogóle, jeśli jest w niej także o Muzycznym Campingu w Brodnicy, o którym opowieści z zamierzchłych czasów słyszałem w domu.
Zobacz też: Zespół sprzeczności. MESSA – THE SPIN
Daleko
Jak wspomniałem we wstępie, książka jest rezultatem pracy dyplomowej autora. Nie mam oczywiście kompetencji, by oceniać ją jako pracę naukową, więc zamiast tego spojrzę na nią z perspektywy odbiorcy zainteresowanego tematem. Nie jest to jednak takie proste choćby przez konstrukcję całości, której kolejne rozdziały ewidentnie pokazują, z jakiego rodzaju pozycją mamy do czynienia.
Najbardziej widać to w rozdziale pierwszym. Dotyczy on ogólnej historii rocka i ma pełnić funkcję wprowadzenia, pewnego rodzaju „ogółu”. Ten fragment być może był potrzebny jako początek dyplomu, ale w książce nie sprawdza się zupełnie. Co wspólnego z kujawsko-pomorskimi festiwalami rockowymi ma Meat Loaf, Slayer czy Nirvana? Bardzo niewiele i szkoda, że w tym miejscu Anasz nie skupił się bardziej na imprezach z innych województw lub ogólnie historii polskiej muzyki rockowej. Z perspektywy czytelnika, ten rozdział zdecydowanie warto pominąć, bo po pierwsze, nie da się zamknąć tego tematu w kilkudziesięciu stronach, a po drugie, niektóre uproszczenia są naprawdę rażące (np. wrzucenie do jednego worka Beastie Boys, Limp Bizkit i Red Hot Chili Peppers jako ‘rapcore’).
Bliżej
Gdy przechodzimy już do „szczegółu”, czyli opisów poszczególnych imprez rockowych w kujawsko-pomorskim, jest już bardziej adekwatnie i lepiej. Autor skontaktował się m.in. z osobami odpowiedzialnymi za The Last Words of Death, Post Mortem, GruRock czy Rock Pod Murami. Daje to ciekawy i różnorodny obraz całości, choć nieco doskwiera mała objętość miejsca poświęconego każdemu z tych festiwali z osobna. Wyjaśnienie takiego stanu otrzymujemy kilkadziesiąt stron dalej, kiedy trafiamy do Świecia: Anasz zaznacza, że Festiwal Mocnych Brzmień miał być podstawą książki, a reszta tylko dodatkiem. Jasne, wymogów dotyczących objętości pracy licencjackiej nie da się przeskoczyć, ale już przy doborze treści do książki takie problemy można było obejść.
Zobacz też: Głośna muzyka dla smutnych ludzi. Post Mortem Fest #19
Omówienie sylwetki patrona wspomnianego powyżej festiwalu – Ryśka Bieńka – oraz samej imprezy, zaskakują dużą liczbą rozmówców, których wypowiedzi uzyskał Anasz. Mamy tutaj przyjaciół, osoby pracujące przy imprezie podczas jego początków, konferansjera czy wykonawców występujących na ostatnich edycjach – pełen przekrój. Niestety doskwiera brak uporządkowania i selekcji poszczególnych fragmentów, przez co czyta się to wszystko chaotycznie. Choć potencjał jest w tym bardzo duży. Jeśli jesteście osobami, które mają ambicję stworzenia albo pracy naukowej, albo innego materiału związanego z polskimi festiwalami, tutaj znajdziecie dobre źródło, które z pewnością pomoże opracować wam wasze treści.
Tymczasem z półki spogląda na mnie mój licencjat. Wydrukowałem go na pamiątkę i jest on dla mnie wyrazem tego, że byłem w stanie skończyć jakoś to okropieństwo. Mimo pewnej dumy nigdy nie zajrzałem do środka i z pewnością jeszcze przez długi czas tego nie zrobię. Radosław Anasz nie tylko zdecydował się swój dyplom otworzyć, ale też pokazać go światu w formie książki, która następnie otrzymała pełnoprawną dystrybucję. Co więcej, treść pracy może okazać się dla kogoś przydatna. Nie pozostaje mi nic innego, jak z uznaniem pogratulować.
