Red Smoke Festival 2025
FOTORELACJA: GOSIA
Relacjonowanie Red Smoke Festival tak, by zbliżyć się do obiektywizmu, jest trudne. Jasne, można opisać koncerty, jakie odbywają się na dwóch scenach – głównej i znajdującej się na polu namiotowym – ale tu trochę nie o to chodzi…
Magia tego festiwalu zaklęta jest w atmosferze. Tak, w ten sposób można opisać każdą tego typu imprezę. Różnica jest w tym, że o ile inne festiwale (w tym oczywiście te, o których już pisaliśmy) jedynie chcą startować do miana tych z „fajną atmosferą”, o tyle Red Smoke rzeczywiście taki jest. Tu po prostu trzeba przyjechać, żeby to zrozumieć.
Gdzieś na polu ktoś wyciąga bębenek, ktoś inny gitarę, a obok jeszcze ktoś myje zęby. Kiedy próbujesz dostać się do Świątyni Doomania, w której ładujesz powerbanka, spotykasz kilka znajomych twarzy, a twoja podróż wydłuża się, bo przecież musisz chwilę pogadać. Nawet osoby bardziej introwertyczne, które na co dzień mają problemy w zagadywaniu ludzi, czują się tutaj swobodnie.
Kacper: O rzeczach oczywistych…
Pierwszego dnia należało pojawić się dość szybko, ponieważ dużą scenę otwierał Taraban. Po świetnym koncercie przed DOOL w Warszawie chciało się jeszcze raz. Tutaj wypadli nieco słabiej, ale nadal jest to zespół ze świetnymi piosenkami i wyraźnym pomysłem na siebie. Publika wyczekiwała starszych piosenek, ale nowa EPka The Oath jest wypełniona wspaniałymi hitami. Aktualnie skład zespołu, który mogliśmy oglądać latem, rozpadł się, ale trzymam kciuki za jak najszybszy powrót Taraban na sceny.
Cudownie także spisał się Brant Bjork ze swoim trio. Ten gość ma taki feeling w graniu na gitarze, że luźna atmosfera rodem z Kalifornii udzieliła się wszystkim, mimo okropnej pogody. Należy też docenić piękny ekran w tle, który przypominał alternatywną wersję oryginalnej tapety na Windowsie XP. Piękne rzeczy.
W tym miejscu trzeba też podziękować ojcom dyrektorom Red Smoke’a, czyli Red Scalpom. Tym razem nie zagrali na małej scenie za dnia, jak to mają w zwyczaju, a zaklepali sobie dużą scenę po zmroku – jako secret gig. Nie była to zbyt wielka niespodzianka, bo przecież grają zawsze, ale nikt im nie zabroni! Panowie, robicie tak wspaniały festiwal, że nawet taki ja, który nie jest wielkim fanem stonera, czuje się na nim jak u siebie.
W ciągu całego festiwalu pozytywnie zaskoczyły mnie dwa koncerty. Tet zrobili duży progres, od kiedy supportowali w Toruniu Weedpecker w 2022 roku. Choć w partiach instrumentalnych serwują raczej klasyczne podejście do psychodelicznego stonera, tak w częściach wokalnych słychać kawał emocji. Z kolei Tō Yō, mimo że grają muzykę bardzo odległą od moich upodobań, to słuchało mi się ich zaskakująco przyjemnie. Psychodeliczne plumkanie w pełnym słońcu czasem działa.
Zobacz też: Summer Dying Loud 2025; Dzień I
Ta edycja jednak charakteryzowała się silną reprezentacją gruzu, co, nie ukrywam, bardzo mi odpowiadało. Slomatics zabrzmieli potężnie i wciągająco. Goblinsmoker niestety polegli na swojej monotonii i otoczce. A Monolord, pomimo że grający w kółko to samo, godnie przypomnieli, kto w takim graniu nie ma sobie równych.
Tak naprawdę nie mogłem doczekać się dwóch koncertów – po tym, jak Ixzhilion zagrali wspaniały gig na Red Smoke’owej scenie dwa lata temu, przebierałem nóżkami na powtórkę. Tym razem zaprezentowali się po ciemku, co było świetną decyzją. Ich koncertom brakuje jeszcze trochę umiejętności operowania dynamiką, ale gdy już się nakręcili, wychodziły z tego cudowne rzeczy. Pięknym momentem było wykonanie specjalnie przygotowanej na ten występ piosenki do wspólnego śpiewania o fikcyjnym miejscu pełnym miłości i braterstwa. Czy aby na pewno takie miejsce nie istnieje?
No i ostatniego dnia – Kadavar. Wyczekiwany głównie dlatego, że podczas ich gigu na Mystic Festival 2024 nie zagrali żadnego utworu z mojej ukochanej płyty Berlin. Zaprezentowali się z iście gwiazdorskim i nonszalanckim podejściem (ale to dobrze!) i zabrzmieli jak milion dolarów. Utwory z najnowszego (wtedy) albumu I Just Want To Be A Sound na żywo sprawdzają się wyśmienicie. Wszystko byłoby idealnie, gdyby… po raz kolejny nie zapomnieli o CZYMKOLWIEK z Berlina!
Gosia: O rzeczach nieoczywistych…
Nieoczywistych, bo w tym fragmencie chciałabym przybliżyć nie tyle relacyjny opis zdarzeń, ile zwięzłe historie, wspomnienia, które namacalnie uwidaczniają klimat tego pełnego wdzięczności festiwalu.
Gdyby Red Smoke Festival opisać konkretnym albumem, w moich oczach byłaby to płyta Rumours zespołu Fleetwood Mac. I nie, nie piszę tego bez powodu – kawałki z tego albumu, w tej dość osobistej, metaforycznej relacji, posłużą mi jako pewnego rodzaju alegorie uczuć, które towarzyszyły mi podczas tych wydarzeń. Zachęcam więc, by przy czytaniu poszczególnych fragmentów puścić sobie te utwory – najlepiej w zapętleniu.
Oto krótka notka z red smoke’owego pamiętnika.
Wszystko, co wartościowe, musi rozpocząć się kryzysem. I tak też było w tym przypadku, choć na szczęście nie trwało to długo. Gdyż jakkolwiek burzliwe i przytłaczające sytuacje cię napotkają, gdy tylko usiądziesz na ‘patio’ wśród chłodzącej bryzy lipcowego wieczoru, poobserwujesz osoby cieszące się własnym towarzystwem, bądź wsłuchasz się w utwory uprzednich dekad lecących z głośników – niepokój szybko przeminie. Być może poznasz też nowych ludzi, którzy wyprowadzą cię z chaosu i staną się twoją bezpieczną przystanią. Choć całkowicie się tego nie spodziewałaś.
– You can go your own way. (z Go Your Own Way)
Na koncerty nie chodzisz wyłącznie dla zespołów, nawet jeśli na któryś szczególnie czekasz. Bo gdy pogoda nie dopisuje, stoisz cała przemoczona i trzęsiesz się z zimna – choćby nie wiadomo, jak świetnie grała dana kapela, odpuścisz i pójdziesz się wygrzać. Lecz nie tutaj. Energia ściskających cię ludzi nie pozwoli ci odejść. Będziesz tańczyć, ujmując w dłoni parasol, który jakoś stara się zasłonić cię przed strumieniem deszczu. Będziesz stała na podeście, z którego widzisz zarówno Branta Bjorka na scenie, jak i tłum ludzi pod barierkami. Może w tym samym momencie będziesz też uwieczniać obiektywem swojego kolegę płynącego na rękach pozostałych towarzyszy. I może, być może, będziesz przez chwilę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
– Break the silence, damn the dark, damn the light (z The Chain)
Innym razem możesz podjąć decyzję, że nie chcesz doświadczać koncertu z bezpiecznej odległości. Wsiąkniesz w tłum, odrzucisz parasol i z włosami przylepionymi do czoła będziesz tańczyć jak najbliżej gitar muzyków. I tak, podczas występu Kadavar, będziesz podskakiwać, wić się, płakać z radości, że nawet jeśli wrócisz spod sceny ze zwichniętą kostką – nie będziesz niczego żałować.
– Rock on, Gold Dust Woman (z Gold Dust Woman)
Znajdzie się także miejsce postoju, gdy zdecydujesz się odizolować od największego tłumu – momencie, gdy zacznie pulsować ci uszkodzona stopa. Jednak, gdy dojdziesz do Świątyni Doomania, nie będzie ci już ona zawadzać. Być może uspokoi cię woń kadzidła, pulsujące rytmy przyciszonej muzyki, czy ledwo oświetlone kształty pozostałych śniących festiwalowiczów. Choć może ważniejsze dla ukojenia twoich nerwów stanie się odszukanie wśród zagięć poduszek twojego przyjaciela. I to, że odbędziesz wtedy jedną z najważniejszych rozmów w życiu, po której poczujesz, że przynależysz do więcej miejsc, niż myślałaś na początku. Wtedy może odczujesz prawdziwy spokój, a deszcz przestanie uderzać w ściany Świątyni.
– When the rain washes you clean, you’ll know, you’ll know. (z Dreams)
Ostatecznie to właśnie powrót do poznanych towarzyszy, po roku rozłąki, stanie się czymś wyjątkowym. Na co wyczekujesz, już od momentu, gdy opuszczasz zwijający się festiwal. Otaczają cię na wpół złożone namioty, wokół których na opustoszałym trawniku tańczy jeszcze kilka osób, wciąż wypełnionych duchem festiwalu. I nie pragniesz powrotu do domu. Bo właśnie pojęłaś, że Red Smoke Festival stał się twoim domem.
– For you, the sun will be shining. Because I feel that when I’m with you. (z Songbird)
I tak będziesz zawsze wracać w to miejsce – nie dla muzyki, nie dla wygody. Dla ludzi. Bo czujesz się przy nich sobą.
– Do you know how to pick up the pieces and go home? Go home, go home. (z Gold Dust Woman)
Red Smoke Festival 2026 – pierwsze ogłoszenie
Odchodząc już od ckliwych wspomnień i szybkiego podsumowania koncertów z jubileuszowej, dziesiątej edycji – przejdźmy do konkretów. Kto pojawi się w 2026 roku w lipcu?
Dnia 07.01.2026 w pierwszym ogłoszeniu pojawiły się zespoły:
Więcej informacji na profilu Red Smoke Festival. I wkrótce także na naszym profilu.


















































