Wyrzuceni z wyrzutków. Daniel Lake – USBM: Amerykański black metal: Rewolucja tożsamości

Musieliśmy poczekać kilka lat na to, by pojawiła się polskojęzyczna wersja książki o amerykańskim black metalu. Na szczęście w końcu, dzięki wydawnictwu InRock, USBM: Amerykański black metal: Rewolucja tożsamości Daniela Lake’a jest dostępna dla polskich czytelników. To opasłe tomiszcze przynosi nam zza oceanu rzeczy, o których nawet spora część fanatyków mogła nie słyszeć. A ponadto robi to z klasą i dziennikarskim kunsztem. Choć nie bez potknięć.

700 stron. To o ponad 100 więcej niż Oblicza Śmierci Alberta Mudriana o historii death metalu i grindcore’u, tyle samo co Ryk Bestii Iana Christe zbierająca historię wszystkich podgatunków metalu i jakieś 100 mniej niż dwuczęściowa (przynajmniej w Polsce) Ewolucja Kultu Dayala Pattersona. Ponadto Rewolucja tożsamości poświęcona jest wyłącznie jednemu wąskiemu zagadnieniu – jednemu gatunkowi z jednego kraju. Jasne, USA to gigantyczne i zdecydowanie niejednorodne kulturowo państwo, ale nadal – Daniel Lake stworzył niezwykle wnikliwego kolosa poświęconego totalnej niszy. Pod kątem zagłębienia się w temat i szczegółowości jego opisania, nie mamy chyba na polskim rynku lepszej metalowej książki.

A mimo to zabrakło mi obszerniejszego fragmentu poświęconego Wayfarer. Oryginalna książka wchodziła w 2020 roku (tutaj też zatrzymuje się w niej historia), a więc jeszcze przed największymi komercyjnymi sukcesami tego zespołu. Był on jednak kilkukrotnie wspomniany w treści, a skoro już i tak z tej książki wyszła cegła, to dodanie autorów World’s Blood z pewnością nikomu by nie zaszkodziło!

Lake postanowił, tak, jak Patterson w Ewolucji…, podzielić wykonawców według rozdziałów. Mamy więc między innymi fragmenty o pionierach gatunku z lat 90., poświęcone konkretnym miastom czy stanom, oraz o zespołach skupionych wokół pewnej wspólnej idei. Mimo starań autora obraz całości pozostaje chaotyczny – nie jest łatwo wyłapać, kto z kim i kiedy. Nawet jeśli tym udowadnia, że Stany Zjednoczone nie stworzyły jednorodnej sceny black metalowej, to jednocześnie książkę przy dłuższych sesjach czyta się opornie. Mam poczucie, że autorzy decydujący się na ułożenie spójnej narracji, ciągnącej się na przestrzeni całej książki, tworzą jednak lepsze rezultaty.

Przez to Rewolucja tożsamości ma dość encyklopedyczny charakter i najlepiej pochłaniać ją nieśpiesznie, przy akompaniamencie opisywanego przez Lake’a wykonawcy. Natomiast podoba mi się jego styl – silnie oparty na zdobytych przez niego wypowiedziach muzyków. Czasem odsuwa się na dalszy plan, zbliżając się niestety do charakteru pisana Martina Popoffa (nienawidzę Martina Popoffa…), czyli cytowania rozmówców bez większej ingerencji, ale dość szybko powraca jako narrator z własnym zdaniem. Jednocześnie daleko mu do blogowo-przegadanego stylu J.J.Anselmiego, który odpowiadał za książkę Ciężar Przeznaczenia o stoner-doomie.

Przez silne oparcie swojej narracji na wywiadach, jakość podrozdziałów mocno zależy od wartości zebranych wypowiedzi. Jedni wykonawcy opowiedzieli ciekawsze rzeczy, inni mniej albo zupełnie nic, przez co autor zmuszony był posiłkować się innymi materiałami. Bardzo pozytywne wrażenie wywołały we mnie podrozdziały poświęcone zespołom Panopticon, Profanatica/Havohej, Black Funeral czy Fauna. Każdy z nich z zupełnie innego muzycznego świata, ale odsłaniający się w rozmowie na tyle, by stworzyć bardzo ciekawe, zakulisowe historie.

Amerykański black metal a ideologie

Amerykański black metal w części internetowych środowisk wywołał pewne poruszenie ze względu na rzekomo przemycany „lewicowy” charakter książki. To oczywiście w naszym postkomunistycznym i prawicującym społeczeństwie sugeruje jakąś formę cenzury ze strony autora. Nie dajcie się wciągnąć w takie narracje – napisane jest tu o wszystkich ważnych dla sceny USBM zespołach, niezależnie od ich politycznego charakteru. 

Jeśli zespół był zaangażowany w działalność proekologiczną opartą na przekonaniach lewicowych, to Lake o tym napisał, a jeśli zespół w swoich wypowiedziach wyrażał sympatię do rasizmu czy innych obrzydlistw, to o tym Lake również napisał. „Sami to przeanalizujcie i dokonajcie wyboru, który będzie współgrał z waszą postawą moralną” – pisze na stronie 148 o zespole, którego lider lubił pornografię dziecięcą. Nie da się mieć bardziej obiektywnego i faktograficznego podejścia, które prezentuje tutaj Daniel Lake. I za to należą mu się ogromne wyrazy dziennikarskiego uznania.

Kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy już przy wstępie autorstwa Toma G. Warriora, jest tłumaczenie. Za każdym razem, kiedy InRock wypuszcza książkę z tłumaczeniem Kuby Kozłowskiego, mam poczucie, że będzie… no tak średnio. Tutaj muszę Kubę przeprosić – świetna robota. Na pewno jest to zasługa bardzo dobrego pod kątem językowym materiału źródłowego, ale w Rewolucji w tożsamości nie znalazłem ani jednej dziwnej frazy.

To, co Lake’owi wychodzi perfekcyjnie, to argumentacja tezy brzmiącej: amerykański black metal był i nadal jest traktowany gorzej niż europejski, tylko ze względu na pochodzenie. Przytacza wypowiedzi norweskich twórców drugiej fali, jak i Amerykanów, którzy w latach 90. nie mieli wielkich możliwości rozwoju. Dzięki polskiemu wydaniu o istnieniu części zespołów dowiedzą się nawet najwięksi fanatycy, bo autor w pewnym momencie grzebie naprawdę w głębokim amerykańskim podziemiu.

A jak już wspomniałem, tych wykonawców jest tutaj od groma. To właśnie największa wartość tej książki – jej przydatność pod kątem poszukiwania i zagłębiania się w przeróżne blackmetalowe nurty. Jest to więc dość niszowa, skierowana do konkretnego odbiorcy książka, czyli takiego, który interesuje się już tematem i naturalnie słyszy różnicę między Darkthrone a Profanaticą. Pod tym kątem lepiej Lake napisać tego nie mógł. Na pozostałych odbiorcach zależało mu mniej, więc jeśli rozważacie zakup USBM: Amerykański black metal: Rewolucja tożsamości miejcie tego świadomość.