Kogo warto zobaczyć na Mystic Festival 2026?

Cz.2: piątek i sobota

Black Label Society, Behemoth, Down, Electric Wizard i Saxon – o tych zespołach NIE przeczytacie w poniższym tekście. Choć zagrają one podczas dwóch ostatnich dni Mystic Festival 2026 i na pewno należy je zobaczyć, my obraliśmy inną drogę. Przyjrzeliśmy się dziesięciu wykonawcom z mniejszych scen, którzy naszym zdaniem warci są sprawdzenia. Katany już wyprasowane, a glany wypastowane?

pzeczytaj też:

Na imprezy takie jak Mystic jeździ się z różnych powodów. Jednak niezależnie od tego, dlaczego wybieracie się w czerwcu do Gdańska, przygotowaliśmy dla was zestaw mniej oczywistych wykonawców, których warto zobaczyć podczas Mystic Festival 2026. Dziś pierwsze dwa dni.

Day 2

Piątek 5.06.

Gatecreeper

USA

Nasza pierwsza i – uwaga, spojler! – ostatnia wizyta na Park Stage. Dla Gatecreeper zrobiliśmy wyjątek i zajrzeliśmy na nieco większą scenę, ponieważ ich death metal pasuje bardziej do mniejszych, zamkniętych przestrzeni. To muzyka stworzona dla metalowych nerdów, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Ci Amerykanie z Arizony umiłowali sobie Szwecję. Na pierwszych dwóch albumach Sonoran Depravation (2016, Relapse Records) i Deserted (2019, Relapse Records), wyrazili swoją bezgraniczną miłość do sceny sztokholmskiej. Nie są jednak ślepo wpatrzonymi w Entombed młodszymi kolegami – do swojej muzyki dorzucają sporo prostego klepania spod znaku Autopsy. Nigdy nie bali się pisać chwytliwych i przebojowych piosenek, co jeszcze bardziej uwydatnia ich ostatnia płyta, Dark Superstition (2024, Nuclear Blast). Wykonali na niej zwrot w kierunku innej szwedzkiej sceny – tej z Göteborga – i wpuścili do swojej muzycznej piwnicy jeszcze większą ilość melodii. Najprawdopodobniej przez to jesienią zeszłego roku zagrali europejską trasę z Arch Enemy. Jeśli część oldschoolowców właśnie odskoczyła od ekranu, uspokajamy – jest dobrze.

Hostia

Polska

Mamy nadzieję, że tych miłych panów znają w naszym kraju wszyscy. Jeśli jednak jakimś cudem ktoś nie słyszał tej bezbożnej ciężarówki zapakowanej mieszanką grindcore’u i death metalu – zapraszamy na siedzenie pasażera. Wspaniała zabawa w zestawie.

Od początku, czyli 2017 roku, Hostia realizuje swój plan rozsiewania bluźnierstw po całej okolicy. Ich utwory rzadko przekraczają dwie minuty, bo tyle wystarczy, żeby pozdrowić wszystkich wiernych w obrębie wielu kilometrów. Organizacje katolickie bardzo lubią o nich wspominać – to chyba przez to, że ich piosenki są niezwykle przebojowe. I to akurat nie jest żart – posłuchajcie takiego Dance 4 Jesus z płyty Carnivore Carnival (2020, Deformeathing Production), a nawet nie zauważycie, jak… tańczycie dla Niego.

Obecność Hostii na trasie z Illusion i Frontside mogła być zaskakująca. Obrazoburcza-machina-do-mielenia-kościółka-grindcorem przyjęła się jednak dobrze. Z wokalistą – Łukaszem Pachem – porozmawialiśmy o wielu tematach. Sięgnęliśmy też do „świętych” czasów…

Today Is the Day

USA

Po czcionce dobranej do nazwy tej grupy można byłoby spodziewać się rocka – choćby tego psychodelicznego – ale z pewnością nie kombinacji post-hardcore’u, awangardowego metalu i grindcore’u w jednym. Owszem, w twórczości Today Is the Day jest może noise rock, jednak występuje on w połączeniu z tak szerokim spektrum gniewu oraz odniesień do zaburzeń psychicznych, że aż ciarki przechodzą po plecach. A przecież logo wydawało się takie sympatyczne…

Przymiotnikiem „sympatyczny” można określić jedynie wokal Steve’a Austina, który kontrastuje z wyciem, szumami i łkaniem, dając chwilę oddechu pomiędzy drastycznymi ścianami dźwiękowego cierpienia. A tego bólu jest tu naprawdę dużo – od debiutanckiego albumu Supernova (1993, Amphetamine Reptile Records), który wraz z płytą Willpower (1994, Amphetamine Reptile) Steve określił jako „the most fucked up albums that have ever been on planet Earth”, przez kolejne kilkanaście albumów opowiadających o paranoi, kontroli i kryzysie tożsamości, aż po wątek postrzegania religii jako źródła opresji na In the Eyes of God (1999, Relapse Records).

Nieco łagodniejszą formę przyjęli na najnowszym krążku Never Give In (2025, SuperNova Records), choć może samo napięcie nie znika, a jedynie zmienia kształt.

Fulci

Włochy

Jeśli muzyka musi nieść dla was jakieś wartościowe przesłanie, to trafiliście pod zły adres. Jeśli jednak kochacie hedonistyczną zabawę wśród flaków, fekaliów i krwi przy dźwiękach brutalnego death metalu, na pewno wybierzecie się na Fulci.

Nazwę zaczerpnęli od nazwiska Włocha Lucio Fulciego – ich rodaka, twórcę horrorów. Muzyka zespołu nawiązuje do jego filmów przede wszystkim charakterem, czyli przerysowaną, karykaturalną, śmieszną i zupełnie bezsensowną przemocą. Nie tak dawno ich koszulkę do sesji zdjęciowej przywdział raper Słoń – w kwestii operowania estetyką gore zdecydowanie trafił swój na swego. Do swojej deathmetalowej ekstremy dorzucają fragmenty elektroniczne czy hiphopowe, podkreślając tym samym, że krwawe eightiesy kochają nie tylko entuzjaści blastów.

Quantum Trio

Polska

Jazz na festiwalu metalowym?! Spokojnie, nie doświadczycie na scenie słodko-romantycznych ballad Cheta Bakera. Co najwyżej usłyszycie Cheta, któremu serce zostało złamane, a jaźń… solidnie przekręcono. Bo właśnie to polsko-chilijskie trio jest definicją szaleństwa – Quantum Trio łączy psychodelię z progresywnym brzmieniem, długie, przeciągnięte frazy saksofonu z dynamicznymi, wręcz punkowymi uderzeniami perkusji, a klasyczny język jazzu z jego nowoczesnymi deformacjami.

Za te niestandardowe kompozycje odpowiada trójka muzyków: Michał Jan Ciesielski (saksofony), Kamil Zawiślak (fortepian i klawisze) i Luis Mora Matus (perkusja). Od samego momentu powstania w 2012 roku w Rotterdamie zespół nieustannie oscyluje pomiędzy krajami i muzyczną estetyką. W tym czasie nagrali trzy krążki, w tym debiutancki Gravity (2015, For Tune) oraz najnowszy Red Fog (2019, Emme Record Label).

Day 3

Sobota 6.06.

Acid King

USA

Ten zespół mógłby wić się wśród zieleni na Woodstocku lat 70. Otuleni halucynogennymi oparami nie dość, że idealnie zintegrowaliby się z otoczeniem, to jeszcze czuliby się tam wyśmienicie. Dobrze dla nas, że urodzili się w niewłaściwej epoce. Gdyby było inaczej, Acid King nie mógłby od 1993 roku serwować nam swojej mieszanki brutalnego doom metalu, jamowych wariacji i psychodelicznych fuzji, podszytych klimatem Black Sabbath. No i oczywiście – nie pojawiliby się na tegorocznej scenie Mystic Festival!

Jak przystało na zespół z wieloletnim stażem, mogą pochwalić się pokaźną dyskografią – i nie są to wyłącznie dawno zakurzone krążki, które w kolekcji entuzjastów kapeli zapewne zdążyły się już porysować. Acid King to projekt aktywny, który stosunkowo niedawno, bo w 2023, wydał swój najnowszy album – Beyond Vision (Blues Funeral Recordings).

W kontekście ich występu na Mystic ważniejsze jest to jednak mało istotne. Co ważne, to to, że amerykanie zagrają set poświęcony płycie Busse Woods (1999, Man’s Ruin Records) – od którego zaczęła się ich wzmożona kariera w świecie muzyki i… onirycznych eksperymentów. Czy trzeba jeszcze dodawać, że ten koncert zadziała nie tylko na słuch, ale i na pozostałe zmysły?

Harakiri for the Sky

Austria

Tylko oni potrafią budować tak wyrazisty kontrast pomiędzy kolejnymi płytami – od niesłychanej łagodności i klimatycznego post-metalu na płycie III: Trauma (2016, AOP Records), po obciążający bębenki słuchowe black metal na krążku Scorched Earth (2025, AOP Records).

Mowa o Harakiri for the Sky – duecie działającym od 2012 roku, stworzonym przez Michaela „JJ” V. Wahntrauma  i Matthiasa „MS” Sollaka. Na III: Trauma zbliżyli się do estetyki francuskiego Alcest, a na Scorched Earth skręcili w stronę brzmienia australijskiego Austere (to akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę, że w otwierającym Scorched Earth – Heal Me gościnnie zaśpiewał Timothy Yatras związany właśnie z tą formacją). Niezmiennie jednak, na każdym albumie towarzyszy im klimat baśni, shoegaze’owa marzycielskość i hałas.

Bölzer

Szwajcaria

Bölzer to duet. Ciężko uwierzyć w to, że taką muzykę nagrywają zaledwie dwie osoby. Jest w niej wszystko – ekstremalny, ciężki do jednoznacznego sklasyfikowania środek wyrazu, emocjonalne uduchowienie, dziki prymitywizm, chwytliwe piosenki…

Zlokalizowani gdzieś pomiędzy death i black metalem, ale tak naprawdę znajdujący się w swoim świecie. Ciężko tę krainę opisać naszym współczesnym słownictwem, bo twórczość Szwajcarów zdaje się pochodzić z czasów, gdy pierwsi ludzie nie wytworzyli jeszcze języka fonicznego. Na koncie mają jeden pełny album – słusznie uchodzący za wielkie dzieło współczesnego metalu Hero (2016, Iron Bonehead Productions) – ale ich twórczość zawiera się głównie w krótszych formach – EP-kach. Dyskografię jak na razie zamyka Lese Majesty (2019, Lightning & Sons), choć w tym roku najprawdopodobniej się to zmieni. Wiosną Bölzer mieli ruszyć w Europejską trasę związaną z nowym albumem, jednak przeszkodziły im w tym problemy zdrowotne. Trzymamy kciuki za to, żeby na Mystic Festival 2026 zaprezentowali się w pełni swoich sił i możliwości.

Martyrdöd

Szwecja

Swoim wściekłym d-beatem mieli podbić Summer Dying Loud 2023, ale niestety nie dojechali. Jeśli dotrą do Gdańska, z pewnością porządnie zamieszają ludźmi zgromadzonymi pod sceną.

Martyrdöd powstali w 2001 roku w Gotenborgu. Wpatrując się w swoich rodaków z Disfear, Anticimex, Wolfpack, Bathory czy Totalitär, wytworzyli styl oparty na crust punku z wpływami black metalu. Nagrali siedem płyt wypełnionych wściekłą energią, lewicowo zaangażowanymi szwedzkojęzycznymi tekstami i chwytliwymi melodiami. Albumem idealnie oddającym charakter zespołu jest szósty, List (2016, Southern Lord Recordings), na którym ciężko znaleźć chwilę wytchnienia od intensywnej klepy.

Monkey3

Szwajcaria

W marcu tego roku premierę miał film Projekt Hail Mary i aż prosi się, by to właśnie Monkey3 mógł podkładać do niego soundtrack. Cóż za stracona okazja…

Choć z drugiej strony, patrząc na filmowe inspiracje zespołu – Odyseja kosmiczna, Matrix, Sunshine, Solaris czy Rok 1984Projekt Hail Mary mógłby okazać się dla nich zbyt „family friendly”. Szwajcarzy mają w sobie wyraźny mrok, nie tylko w samej idei zespołu (walka ludzkości z maszynami, dystopia), lecz także w brzmieniu.

Zresztą, przekonajcie się sami. Ten kosmiczny klimat najmocniej wybrzmiewa na dwóch najnowszych albumach kapeli: Sphere (2019, Napalm Records) i Welcome To The Machine (2024, Napalm Records). To właśnie tam usłyszycie świetne, momentami niepokojąco rozchwiane kompozycje czasoprzestrzenne oraz instrumentalne zjednanie rocka psychodelicznego, space rocka i groove’u. Może więc bliżej im jednak do Interstellar?

WIĘCEJ...

Po więcej informacji – w tym podział na dni, bilety i godziny koncertów – odsyłamy Was na oficjalną stronę Mystic Festival.