Tańce przy dźwiękach alarmu. Hańba! Hioba Dylana w Toruniu

FOTORELACJA: GOSIA / IG: @MALGORZATA_CHABOWSKA

Pomysł połączenia Hańby! z Hiobem Dylanem od początku wydawał się ciekawy. Najpierw wydanie wspólnie świetnej płyty, a potem trasa po Polsce. Kilka koncertów wyprzedało się jeszcze przed jej rozpoczęciem, co tylko potwierdziło potencjał tego projektu. Koncert w Toruniu pokazał jednak, że moje wcześniejsze przypuszczenia nie przewidywały skali wspaniałości, jaką przyjdzie nam doświadczyć.

Choć toruńskie NRD nie było tego wieczoru wyprzedane (w przeciwieństwie do Gdańska, Poznania czy Wrocławia), niemniej jednak klub był wypchany po brzegi. To duża zmiana w porównaniu z poprzednim koncertem Hańby! w tym miejscu sprzed ponad dwóch lat, kiedy przyszło znacznie mniej osób. Pokazuje to, że płyta Za kim idziesz, stworzona wspólnie z Hiobem Dylanem, zrobiła spore zamieszanie.

Podczas trasy dwa zespoły grały trzy koncerty. Najpierw na scenę wychodziło trio na czele z Hiobem Dylanem ze swoimi piosenkami, potem Hańba! ze swoimi, a następnie oba składy łączyły siły z utworami pochodzącymi (głównie) z Za kim idziesz. I to właśnie to rozłożenie składów sprawiło, że ten wieczór był tak wyjątkowy.

Hiob Dylan

Czasem jest tak, że w jakiejś przestrzeni czujesz się swobodnie. Jesteś u siebie, mimo że nie znasz ludzi, którzy cię otaczają. Znasz ich intencje, wiesz, że nic ci nie grozi, a wypowiadane przez nich słowa chwilę później są przyczyną twojego uśmiechu. Dokładnie taką atmosferę stworzył – chcąc lub nie – Hiob Dylan podczas swojego koncertu.

Jechaliśmy Audi przez polskie bezdroża, słuchaliśmy utyskiwań na niewierne kobiety, obrażaliśmy zespół Hańba!, zastanawialiśmy się, czy i kiedy można zażywać narkotyki, a także debatowaliśmy o potencjalnej wyższości warszawskiej Legii nad toruńską Elaną… W skrócie – Hiob Dylan w całej swojej okazałości. Nie do końca było wiadomo, kiedy kończyła się standup-owa konferansjerka, a kiedy zaczynał kolejny utwór. Trochę jakby siedzieć przy rodzinnym obiedzie z zabawnym wujkiem, ale takim, który nie jest seksistą. Jeśli nie wierzycie, że ktoś taki istnieje, idźcie na koncert Hioba Dylana, to go poznacie.

Hańba!

Jeśli chcemy znaleźć najlepszą możliwą definicję pojęcia „zmiana klimatu”, to znajduje się ona właśnie tutaj – na tej trasie, kiedy swój koncert zaczyna Hańba! Czerwone, agresywnie migające światło w połączeniu z dźwiękiem syreny alarmowej momentalnie sprawiło, że zapomnieliśmy o dobrym humorze. – Dziwnie jest śpiewać piosenki z lat 20. i 30. w dzień rozpoczęcia trzeciej wojny światowej – powiedział po pierwszym utworze Ignacy Woland, w Hańbie! odpowiedzialny za obsługę suzafonu. Nawiązał tym samym do ataku USA i Izraela na Iran, zarazem określając, dlaczego ten zespół istnieje. W tym kontekście utwory takie jak Refleksja, Cjankali, czy Nikt nam nie zrobił nic, mimo że dotyczące znacznie bliższych nam problemów, wybrzmiały jeszcze mocniej. 

Jeżeli ktoś określa Hańbę! zespołem folkowym, to po tym koncercie musi zmienić zdanie. To był punk w swojej najczystszej postaci – angażujący, agresywny i bezpośredni. To, że panowie korzystają z takiego, a nie innego instrumentarium, nie ma dużego znaczenia. Dęciaki i banjo to tylko środek przekazu emocji, które są naturalne i szczere. Możliwość wykrzyczenia niektórych fraz wspólnie z zespołem jest dla uczestnika koncertu wyzwalająca. I chyba właśnie o to chodzi w punku.

Hańba! Hioba Dylana

Przerwy praktycznie nie było – do hańbowego kwartetu sprawnie dołączyło hiobowe trio. Tym samym na deskach w jednym momencie znajdowało się 7 osób, co może być rekordem kameralnej sceny NRD. Co jednak najważniejsze, zmieścili się! Jedynie Andrzej Zamenhof, wokalista Hańby, znalazł się w pewnym momencie w tłumie razem ze swoim banjo i rozpętał drobne pogowanie.

Zaczęliśmy od wspólnego… szczekania. Usłyszeliśmy chyba wszystkie utwory z Za kim idziesz, które przez publikę przyjęte zostały równie gorąco, co starsze hity. Dostaliśmy kumulację obu wcześniejszych koncertów – głupkowata zabawa szła pod rękę z istotnym przekazem. Wzajemne żartobliwe obrażanie się w Alma Mater obok problemu nierówności klasowej w Pan bogaty? Kolaboracja wypadła absolutnie wspaniale.

To naprawdę cudna historia – Hiob Dylan zaczął tworzyć muzykę będąc pod wpływem twórczości Hańby!, a teraz stoi z nimi na scenie. Zaczynał jako solista, a teraz leci sobie przez Polskę z pełnoprawnym zespołem. I obok podśmiechujek z kolegów z drugiej kapeli widać u niego, że gra ze swoimi idolami. Może i jest przy tym trochę zestresowany, ale to z powodu dużego szacunku, jaki wobec nich posiada. I to jest w robieniu sztuki najważniejsze i najpiękniejsze – niczego tutaj nie udaje.

Minęło kilka dni i dalej nie mogę uwierzyć, jak wspaniały był to wieczór. Długo nie docierało do mnie to, że był to jeden z lepszych koncertów w moim życiu. Jeżeli macie możliwość idźcie na koncert Hańby! Hioba Dylana, tej wiosny mają jeszcze kilka dat. I jeśli ktoś z Torunia wybiera się samochodem na któryś z koncertów, to proszę o kontakt. Bo chciałbym jeszcze raz.