W magicznym lesie. Faetooth zagrał w Warszawie
- 8 marca, 2026
- Kacper Chojnowski
FOTORELACJA: GOSIA / IG: @MALGORZATA_CHABOWSKA
Dobranie składu na koncert można zrobić w zasadzie na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest zdecydowanie się na opcję, w której grający wykonawcy mocno różnią się od siebie stylistycznie. Drugim, jak można się domyślić, jest jego przeciwieństwo – wybranie zespołów możliwie jak najbardziej podobnych do siebie. W przypadku wspólnego koncertu Faetooth, Coltaine i Ellereve zdecydowano się właśnie na drugą z możliwości. Czy to dobrze?
Faetooth ostatnio gościł w naszym kraju podczas zeszłorocznego Mystic Festival. Dziwny to był koncert – w świetle słońca i zupełnie pozbawiony klimatu, który mógł sugerować opis. Zamiast wróżek grających metal zobaczyliśmy (a przynajmniej ja, podczas kilkuminutowego przystanku pod Desert Stage) dość luzackie i śmieszkowe podejście do występu, co wywołało u mnie dużą konsternację.
Przez ostatnie pół roku dużo się jednak zmieniło. Faetooth wydał fenomenalny album Labyrinthine, który pokazał to, co chcą sobą prezentować. Wypełniają go powoli toczące się utwory, które przenoszą słuchacza do miejsc wypełnionych magią i tajemnicą. Zanim jednak przekonaliśmy się o tym, jak nowe piosenki sprawdzają się na żywo, zaprezentowały się zespoły otwierające wieczór.
Przeczytaj też: Mystic Festival 2025 [DZIEŃ 3 I 4]
Ellereve
Pierwszym z nich był niemiecki Ellereve. Wprowadzająca w baśniowy świat oprawa, choć minimalistyczna i prosta, wyglądała bardzo ładnie. Jeszcze bardziej magicznie zrobiło się, gdy na scenie pojawiła się wokalistka, przyodziana w szmaragdowy płaszcz z kapturem. Do pełnego stworzenia atmosfery zabrakło jednak zadowalającego koncertu. Ten był oczywiście dobry – świetnie brzmiący i odpowiednio łączący ciężkie elementy muzyki Ellereve z lekkimi – ale daleki od doskonałości. Wokalistka, z głosem podobnym do Emmy Ruth Rundle, jakby obawiała się pokazać pełnię swoich głosowych możliwości. Szkoda, bo to, co Elisa Giulia Teschner prezentuje na płytach, jest naprawdę imponujące. Mimo to otrzymaliśmy 25 naprawdę przyjemnych rozgrzewkowych minut.
Coltaine
Drugi z niemieckich zespołów – Coltaine – choć prezentujący zbliżoną muzykę, pokazał trochę inny zakres emocji. Ich podejście do post metalu jest bardziej bezpośrednie, a muzycznie zbliżające się często do black metalu. Tutaj nie było już miejsca na rozmyślania o odległych krainach, a raczej o tym, co bolesne na co dzień. Pojawiały się krzyczane wokale, a sama muzyka, wykonywana na jedną gitarę, nabrała dość surowego charakteru.
W tym miejscu warto jednak wrócić do pytania ze wstępu. Czy łączenie podobnych zespołów na jednym wydarzeniu zawsze się sprawdza? Tym razem, moim zdaniem, nie sprawdziło się. Na pewno jest to bardzo indywidualna kwestia, którą ciężko podeprzeć mi niczym innym niż słowami w stylu „bo ja tak wolę… ”. Wiedząc jednak, że gwiazda wieczoru także gra podobną stylistycznie muzykę, wolałem odpuścić gdzieś w połowie.
Faetooth
To był zupełnie inny występ niż ten z Mystic Festival, o którym pisałem wcześniej. Klub tej wielkości, co Hydrozagadka, jest aktualnie idealną przestrzenią dla Faetooth. Wypełnienie go w znacznej części pokazuje też, że następna ich wizyta w Polsce może obyć się już w większym miejscu. Jeśli tak się stanie, to po tym, co zobaczyliśmy w Warszawie, będzie to absolutnie zasłużone.
Kiedy koncert zaczyna się od kilku utworów otwierających tak wspaniałą płytę, jaką jest Labyrinthine, to nie może być źle. Przede wszystkim w pełnej krasie można było odczuć, że Faetooth całkowicie przekładają swoje emocje na wykonanie. Jakby instrumenty były tylko sposobem wyrazu, tego, co w środku. Konferansjerka między utworami ograniczona do minimum była czymś naturalnym. Mocno pomagała w wycieczkach do pięknych miejsc we własnej wyobraźni przy zamkniętych oczach.
Do całościowego efektu przyczyniał się też inny element. Faetooth to dość młody zespół, co z jednej strony przynosi jakieś muzyczne niedokładności, ale z drugiej… one nie mają żadnego znaczenia. Najważniejsze rockowe i metalowe płyty były nagrywane przez chcących zniszczyć świat młodych ludzi i podobnie jest z Faetooth. Autentyczne emocje wprost wylewały się z głośników, a zwracanie uwagi na pewne niedociągnięcia byłoby niewskazane.
Ciekawe, gdzie Faetooth będzie za kilka lat. Świetnie potrafią wykorzystywać nowe media społecznościowe do komunikowania się z ludźmi, co tylko przynosi im coraz większą popularność. Co jednak najważniejsze, tworzą wspaniałą muzykę, która na żywo jeszcze bardziej zyskuje. Po tym, co zobaczyłem tutaj, mam nadzieję, że to tylko początek pięknej i długiej kariery.












