O próbie zrozumienia drugiego człowieka (i siebie). GORYCZ – ZASYPIA

‘Nie wiem, czy chciałbym coś przekazać słuchaczom poza emocjami i wzruszeniami (…)’ – powiedział Tomek Kukliński w mini-wywiadzie z 2022 roku. W ciągu kolejnych trzech lat to podejście pozostało niezmienne. Gorycz nie stara się wyjaśnić zjawisk, nie piętnuje ich, ani nie próbuje się z nimi asymilować. Zamiast tego zespół oddaje głos emocjom, a metaforyczna poezja staje się przestrzenią do osobistej interpretacji odbiorcy. Dlatego Zasypia to płyta otwarta i nieoczywista, a zarazem wymagająca – pełna znaczeń, które nie poddają się łatwemu rozszyfrowaniu.

Gorycz – Zasypia (Piranha Music, 2025)

Rozmowa z zespołem Gorycz była moim dziennikarskim debiutem i – co za tym idzie – wiązała się z dużym stresem. W trakcie tej krótkiej wymiany słów spotkałam się jednak z takim zrozumieniem i uważnością, że nie mogłam nie podejść z taką samą otwartością do recenzji ich trzeciej płyty Zasypia.

Próba zrozumienia muzyki

Growl w muzyce metalowej często traci swoje pierwotne przeznaczenie – pokazanie dosadnych, piętrzących się emocji, możliwie najbardziej agresywnymi metodami przymusu – a zaczyna funkcjonować wyłącznie jako muzyczny środek stylistyczny pozbawiony głębi. Zespoły, które w ten sposób korzystają z tej techniki wokalnej, nazywam wydmuszkami. Niosą one wyobrażenie, że ich twórczość jest przesycona gwałtownością i treścią, lecz w istocie jest to wyłącznie pusty, pozbawiony wyrazu zbitek wrzasków.

Do projektów operujących growlem podchodzę więc z wyraźną rezerwą, a zarazem z wyraźnymi oczekiwaniami. Niewiele jest zespołów, którym ufam na tyle, by sięgając po ich albumy zawierające ten element, nie obawiać się zawodu. Zdarzają się jednak projekty obdarzone przeze mnie kredytem zaufania i z pewnością należy do nich zespół Gorycz.

Olsztyńska grupa nie używa growlu (choć należałoby również doprecyzować – różnych form krzyku) by przebodźcować odbiorcę bądź wykreować złudne poczucie napięcia. I choć używają go również jako środek stylistyczny – wykrzyknienie – to robią to metodycznie, bez przesytu, budując emocjonalną sinusoidę albumu Zasypia. Growl pojawia się tu z impetem i stanowczością, ale zawsze służąc narracji. Ponadto uzupełniają go inne zabiegi – recytacja w utworze Budzi, echo w Zdradza, czy dialog zaaranżowanej kłótni w Wybacza. Dzięki temu album sprawia wrażenie nie tyle konsekwentnego, ile świadomie inscenizowanego dzieła.

Przenośnia do teatralnego spektaklu nie jest przypadkowa. Gorycz wraz z płytą Kamienie wychodzi poza metalowe – a nawet muzyczne – ramy, tworząc awangardowy dramat. Momentami bliżej mu do poezji śpiewanej Czesława Niemena niż do klasycznego black metalu. Muzyka w Zasypia pozostaje niejednorodna: w niektórych utworach na pierwszy plan wysuwa się sludge’owy temperament – powolne, surowe brzmienie – by już po chwili ustąpić miejsca dynamicznym riffom i gwałtownym zwrotom kompozycyjnym.

Jeśli porównanie twórczości Goryczy do artyzmu Czesława Niemena nie wybrzmiało wystarczająco dobitnie – Zasypia nie jest płytą dla każdego. To album hermetyczny i wymagający, w którym kilka warstw znaczeniowych oraz przestrzeni dźwiękowych splata się w formę niesprzyjającą przypadkowemu odsłuchowi. Nie sprawdzi się w każdych okolicznościach, bo wymaga skupienia i emocjonalnego zaangażowania.

Próba zrozumienia znaczenia

Zasypia jawi się jako alegoria bólu: lęku przed utratą, strachu przed własnymi reakcjami i trudem związanym z komunikacją z drugim człowiekiem. Choć oprawa wizualna płyty oraz tytuły utworów mogą sugerować narrację dotyczącą rozwoju (bądź rozpadu) romantycznej relacji, nie interpretowałabym jej w tak dosłowny sposób.

To nie miłosny dramat, lecz wewnętrzny strumień myśli rodzący się podczas interakcji z drugim człowiekiem – niezależnie od jej charakteru. Pełno tu zawahań, smutku, ale także niepokojącej agresji. To płyta maksymalnie otwarta, niejednoznaczna, a jednocześnie niezwykle oddziałująca.

Właśnie ta bezsprzeczna ingerencja w sferę emocji odbiorcy czyni Zasypia albumem nieprzeciętnym. Uwydatnia on kryjące się w słuchaczu wspomnienia, nie narzucając ich im jednoznacznej interpretacji. Dlatego Zasypia staje się nie tylko próbą zrozumienia drugiego człowieka, lecz także – samego siebie. 

Próba zrozumienia siebie

Poszczególne akapity nazwałam ‘próbą’, ponieważ nie potrafię jednoznacznie sprecyzować, czym jest Zasypia. Mogę jedynie zbliżać się do jej sensu. Podczas kolejnych odsłuchów szarpały mną różne, niekiedy zbieżne uczucia. Nie zliczę, ile razy musiałam robić przerwy pomiędzy konkretnymi utworami, by nie popaść w emocjonalny marazm. Co jednak nie jest już ‘próbą’, a przekonaniem – wyraźnie oddałam całe serce tej płycie, choć krwawiło ono przy każdym kolejnym odsłuchu.